1 grudnia 2013

Oczami Violetty cz.15/2

To będzie już ostatnia część z perspektywy Lysandra. Powrócimy do naszej głównej bohaterki czyli Violetty. Chciałabym podziękować wszystkim którzy czytają tego bloga. To naprawdę wiele dla mnie znaczy :)
Nie obrazicie się jeżeli zamienię imprezę haloweenową na andrzejkową? Trochę już minęło od haloween, więc to by było trochę dziwne dodawać tak po czasie xd
A teraz wracajmy do opowieści, mam nadzieję że jeszcze pamiętacie co się działo =D
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W drzwiach stała Jem. A robiłem wszystko. Wszystko. Byle nie zepsuła tego wieczoru. Pewnie byłem zbyt nieostrożny. Mogłem jeszcze zaczekać, przecież wiem do czego jest zdolna. Byłem... wściekły. Nie było jej tyle czasu, więc czemu teraz chce zepsuć mi życie?!
Vi: Kto...Kto to jest? Kim jest ta dziewczyna?!- Violka podniosła głos. Słyszałem to wcześniej tylko raz w życiu. A było to dzisiaj w piwnicy. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem. Wyglądała na rozczarowaną, złą, smutną, ale w tej chwili zdecydowanie przebijało się rozczarowanie. Spojrzałem z powrotem na Jem, która stała dalej w tym samym miejscu z założonymi rękami. Zachowujmy się jakby to nie było nic nadzwyczajnego. Może uda mi się jej pozbyć... Kiedy otwierałem usta żeby przedstawić sobie damy, Jem mnie wyprzedziła.
Jem: Mogłabym zapytać o to samo. Naprawdę nabrałaś się na ten tani chwyt?- Prychnęła.- Wielki romantyk. Bratnia dusza. Miłośnik muzyki klasycznej.- Zbliżała się coraz bardziej. Kiedy weszłam w krąg światła, serce mi zmiękło. Nadal była tak piękna...
Wspomnienie :D
Jak zawsze siedziałem w parku wymyślając nowe teksty. Bazgrałem przy tym okropnie. Zacząłem rysować ewolucję człowieka, co w jakiś dziwny i niepojęty sposób uspokajało mnie. Nagle tuż przede mną przebiegł wielki pies. Nie znam się na rasach, ale zdaje mi się że to mógł być pies szwajcarski. Rozejrzałem się za właścicielem psa. 
???: Uwaga!!!- Spojrzałem w tamtą stronę i przez ułamek sekundy zdążyłem jedynie zauważyć że jakaś dziewczyna zbliża się w moją stronę z dużą prędkością. Nim zdążyłem coś zrobić leżałem na ziemi, a dziewczyna na mnie.
???: O mój boże, bardzo przepraszam. Naprawdę nie chciałam. Figaro pociągnął mnie strasznie mocno. Nic ci się nie stało?- Słowa wypływały z jej ust błyskawicznie. Spojrzałem na jej twarz, wyglądała na naprawdę zmartwioną, ale pierwsze na co zwróciłem uwagę to to że, była piękna. Czarne faliste włosy okalały jej twarz. Duże, czarne oczy przyciągały z niesamowitą siłą. Usta nie pozostawały dłużne, pełne, różowe usta, które ciągle były w ruchu.
Lys: Nic mi nie jest. A ty jak się czujesz?- Wstałem, podałem dłoń nieznajomej i pomogłem jej podnieść się z ziemi. Dopiero teraz zauważyłem że ma na sobie rolki. To wiele wyjaśnia.
???: Dobrze, dziękuję. Trochę mi głupio, ale mógłbyś pomóc złapać mi psa? Gania już tak od dłuższego czasu.
Lys: Oczywiście.- Uśmiechnęła się. Teraz wygląda jeszcze piękniej.- Jak nazywa się twój pies?
???: Figaro. 
Lys: Jak w operze?- Spojrzałem na nią rozbawiony.
???: Dokładnie.- Zaśmiała się. Uśmiechnęła się podejrzanie i zaczęła śpiewać imię psa (mam nadzieję że kojarzycie tą melodię xd). Po chwili dołączyłem do niej i wspólnie kręciliśmy się po parku szukając Figara. Nie musieliśmy długo chodzić, bo po chwili sam do nas przyszedł. Dziewczyna przypięła mu z powrotem smycz do obroży.- Nigdy więcej mi tak nie uciekaj.- Spojrzała na mnie i ponownie się uśmiechnęła.- Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Lys: To naprawdę nic wielkiego.- Zawahałem się tylko na chwilę i dodałem.- Lysander.
???: Jem. Miło poznać.
Koniec wspomnień :]
Jem: To wszystko kłamstwa.
Lys: Zamknij się.- Ledwo powstrzymywałem drżenie głosu. Wyjdź. Wyjdź z mojego życia i nigdy nie wracaj.
Jem: Bo co? Co mi zrobisz? Tylko mi nie mów że uderzysz dziewczynę! Taki dżentelmen?!- Próbuje mnie sprowokować. Nie wiem dlaczego, ale do tego dąży.
Lys: Ile razy mam ci powtarzać że nie chce mieć z tobą nic wspólnego?!- Z tobą nie. Chce dawną Jem. Tą, która kiedyś była dla mnie wszystkim. Kiedy mówiłem, nie mogłem opanować głosu. Chciało mi się płakać z rozpaczy, ale widocznie ona jeszcze nie skończyła.
Jem: Ale ja tylko przyszłam ostrzec twoją nową dziewczynę!- Teraz zwróciła się do Violetty całkowicie ignorując moją obecność. Nie... nie mogłem tego słuchać. Zatkałem uszy, ale te kłamstwa którymi karmiła teraz Violę dolatywały do moich uszu.
Lys: Violetto, błagam nie słuchaj jej. Ona jest szalona. Nie wiem czemu się do mnie przyczepiła.
Vi: Zawieź mnie do domu.
Lys: Co?- Uwierzyła jej...?
Vi: Słyszałeś. Zamknij się i odwieź mnie natychmiast do domu!- Widziałem że toczy wewnętrzną walkę. Po chwili podeszła do stołu i pociągnęła za obrus. Nie było na nim nic z wyjątkiem wazonika ze sztucznym kwiatem, który poleciał wprost na Jem. Cała zawartość wazonu czyli woda i kwiatek znalazły się na dziewczynie.
Vi: Jesteśmy kwita.- Viola nie oglądając się ruszyła do wyjścia. Stałem nieruchomo nie do końca rozumiejąc co się przed chwilą stało. Jem patrzyła za wychodzącą.
Jem: Uważaj na zakrętach! Lubi łapać wtedy za kolano!- Wtedy nie wytrzymałem i pobiegłem w stronę wyjścia. Po drodze Jem złapała mnie za ramię i przytrzymała.- Jak kocha to wróci. A teraz musimy pogadać.- Trzymała mocno moją rękę, prowadząc w tylko sobie znanym kierunku. Chciałem biec ze Violettą ale nigdzie jej nie widziałem, na dodatek Jem miała bardzo silny uścisk.
Jem: On musi wiedzieć... Po co? Nie lepiej pozbyć się go od razu?... Nie! Chce widzieć jego reakcje, kiedy wszystko mu powiemy...
Lys: Jem. Czemu mówisz do siebie?
Jem: On słucha. Podsłuchuje nas. Głupek... Nie mów tak! Jestem pewna że nie chciał, na pewno nie chciał.
Lys: Natychmiast wyjaśnij mi co się dzieje!- Spojrzała na mnie jak na dziwaka.- Czemu tak bardzo mnie nienawidzisz?!
Jem: Jeszcze ma czelność pytać nas o to! A widzisz? Mówiłam ci!- Zaciągnęła mnie do parku i posadziła na ławce. Sama usiadła obok.- Myślisz że pamięta to miejsce?- Rozejrzałem się. Było ciemno ale wiem gdzie jesteśmy. Uśmiechnąłem się delikatnie.
Lys: Tu spotkaliśmy się po raz pierwszy, kiedy wjechałaś na mnie.- Spojrzała na mnie jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z mojej obecności.- Proszę. Powiedz mi, co się stało?
Jem: Pozwól że ja będę mówić. Znam tę historię lepiej od ciebie... Ok, niech ci będzie. Ale nadal nie rozumiem po co to robimy... Zaufaj mi.- Odetchnęła głęboko.- Nie powinna nam już więcej przeszkadzać. Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie? Tak. Czułam się wtedy bardzo szczęśliwa. Kiedy wróciłam do domu, światło nadal świeciło się w sypialni moich rodziców. Poszłam więc zobaczyć czemu jeszcze nie śpią. Wiesz doskonale że, uwielbiają spać. Stanęłam w progu i delikatnie nacisnęłam klamkę. Nagle drzwi otworzyły się i zobaczyłam że stoi przede mną mężczyzna z białymi włosami i czarnymi końcówkami. Był ubrany cały na czarno oraz miał maskę, jednak zobaczyłam oczy. Były żółto-zielone. Znam tylko jedną osobę z tak nadzwyczajnymi tęczówkami. Wyglądał na równie zdziwionego co ja. Opanował się jednak szybko, popchnął mnie i wybiegł z domu. Zanim zdążyłam coś zrobić jego już nie było. Weszłam do sypialni i jedyne co widziałam to krew. Wszędzie było pełno krwi. A później zobaczyłam ciała. Nie chciała, ale musiałam się upewnić że to oni. To byli moi rodzice. Nie wiem czemu ich zabił, nie wiem. Nagle sobie coś przypomniałam i pobiegłam do pokoju brata. Spał. Mój kochany, malutki braciszek spał w swoim łóżeczku. Wzięłam go na ręce i zaczęłam płakać. Czemu mój ukochany to zrobił? Nie mam pojęcia kto, pewnie sąsiad, wezwał policję. Znaleźli mnie zapłakaną z rozmazanym tuszem ściskającą brata na środku pokoju. Widocznie wystarczyło im to, żeby zabrać mnie do psychiatryka. Zabrali mi brata i zamknęli w izolatce. Ile tam siedziałam? Nie wiem. Nie miałam okna. Tylko ja, łóżko, cztery betonowe ściany, jedzenie trzy razy dziennie oraz dwa razy w tygodniu psycholog. A wtedy pojawiła się ona.- Popukała się w głowę.- Od tego czasu zawsze jest ze mną. Powiedziała mi co mam zrobić, aby mnie wypuścili. Jej plan się powiódł. Ona pragnie śmierci osoby, która zabiła naszych rodziców. Ale nie wzięła jednego pod uwagę. Nie jestem w stanie zabić człowieka. Szukałam brata i znalazłam go. Ma już nową rodzinę. Pewnie już nawet mnie nie pamięta...-Moje oczy zaszły łzami. Nie mogłem już tego słuchać.
Lys: Jem, przykro mi. Ale błagam, uwierz mi. Nie zabiłem twoich rodziców. To nie przeze mnie byłaś tam gdzie byłaś. To nie była moja wina że zabrali twojego brata...
Jem: Miałeś nam nie przerywać!!! I widzisz do czego doprowadziłaś?! Przez to, możesz mieć wątpliwości! Trzeba było trzymać się mojego planu!
Lys: Zamknij się wreszcie!- Złapałem ją za ramiona i przytrzymałem.- Patrz mi w oczy. No patrz!- Nie chętnie spojrzała na mnie i utkwiła wzrok w żółtym oku.- Nie zabiłem twoich rodziców. I przyrzekam ci, że zrobię wszystko. Wszystko. Co w mojej mocy, aby pomóc ci znaleźć prawdziwego zabójcę.- Z impulsu przytuliłem ją do siebie. O dziwo odwzajemniła uścisk. Usłyszałem jej drżący głos
Jem: On nie kłamie, kochana. Zawsze kiedy kłamał, jego oko poruszało się. A teraz było nieruchome. On nie kłamie.- Po chwili wybuchła płaczem.
Lys: Już dobrze. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję, że znajdę tego drania.- Po jakiś 5 minutach uspokoiła się i odsunęła się ode mnie.
Jem: Nadal będę miała cię na oku. Nie ufam ci do końca. Pamiętaj, że nadal jesteś na mojej liście podejrzanych. Może Jem przekonałeś, ale mnie jeszcze nie.
Lys: Będę uważał.- Złapałem ją delikatnie za rękę i poszliśmy prosto przed siebie. Muszę obmyślić plan działania. Ale na razie chce się pocieszyć tym, że Jem już nie chce mnie zabić. Wyciągnąłem telefon i szybko zadzwoniłem.
Lys: Terry? Masz może dzisiaj trochę czasu? Potrzebuję twojej pomocy. Chodzi o Violettę. I Jem. Musisz złożyć wizytę Violce, przeprosić i wytłumaczyć w moim imieniu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Gratulacje dla wszystkich, którzy napisali że to Terry jest zamaskowanym przybyszem ;)
Czyli ciacho wędruje do... Andrei (nie wiem czy dobrze odmieniłam xd), Jenny oraz Aleksandry =D








A oto i psiak ;P Imię dostał po moich kochanym kocie :]
Figaro

Czuję że ta część jest trochę słaba. Nie jestem z niej zadowolona :\ Ale może wy macie inne zdanie xD
To już ostatnia część oczami Lysandra i wracamy do Violetty ;)
Macie jakieś ciekawe pomysły? ( A tak przy okazji dziękuję Andrei za pomysł :D)
Zapraszam też do czytania: The Brunette Next Door. Postaram się niedługo dodać kolejny rozdział :)
To chyba wszystko... Do następnego rozdziału! =D

17 listopada 2013

Oczami Violetty cz.15/1

Ta część będzie trochę inna ponieważ pisana z perspektywy Lysandra. Czyli powrócimy do ich randki, a przy okazji przytoczę kilka krótkich i długich opowieści z jego przeszłości :D Wyjaśni się kim jest ta dziewczyna i jakie ma relacje z Lysandrem. Tak więc życzę miłego czytania :]
A zaczynamy od przyjechania po Terry'ego.
___________________________________________________________________________________

 Podjechałem pod budynek i zatrzymałem się. Spojrzałem na Violettę, wygląda dzisiaj naprawdę pięknie.
Lys: Jesteśmy na miejscu. Znaczy się, najpierw chce cię z kimś poznać, bo prosił mnie o podwózkę. Mam nadzieje że nie jesteś zła.
Vi: Oczywiście że nie. Z chęcią poznam twojego kumpla. Ale później będziesz musiał mi to wynagrodzić.- Uśmiechnęła się delikatnie. Dodaje jej uroku.
Lys: Oczywiście.- Odwzajemniłem uśmiech, wysiadłem z auta i otworzyłem jej drzwi. Była tu. Wiem, bo Kastiel powiedział mi o tym. Kazał jednak udawać że nic nie wiem. Co on planuje? Widzę jednak że bardzo się denerwuje, co tu się wtedy stało?- Idziesz?
Vi: Tak, idę.- Złapałem ją za rękę. Nie chce żeby się tak denerwowała. Przy okazji chce odstresować siebie. Błagam, niech nie będzie dzisiaj Jem...
Wspomnienie
 Siedziała tyłem do mnie. Podszedłem i delikatnie ścisnąłem jej boki. Podskoczyła lekko i zaczęła się śmiać. Podniosła się i zaczęła mnie gonić po całym dachu. Wywróciłem się a ona razem ze mną. Kiedy tak leżała na mnie wziąłem jej twarz w dłonie i delikatnie pocałowałem ją w usta. To był nasz pierwszy pocałunek.
Lys: Kocham cię Jem. Nie opuszczaj mnie.
Jem: Nie chce wyjeżdżać. Ale wrócę do ciebie. Obiecuję... I ja też cię kocham.- To było pół roku temu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem że jest wariatką...
Koniec wspomnień, wracamy do rzeczywistości xD
Doszliśmy do wejścia do "centrum dowodzenia". Chłopaki uwielbiają tak nazywać ten pokój. Nie chce żeby Violetta za bardzo się denerwowała, a jestem pewien że niektórzy mogą ją pamiętać.
Lys: Zaczekaj tu na mnie, zabiorę go i możemy ruszać.- Ścisnąłem jej dłoń i wszedłem do pomieszczenia, zacząłem się rozglądać za Terry'm. Zauważyłem go na jednej z kanap. Jest perkusistą w naszym zespole. Podszedłem do niego. Chce jak najszybciej zabrać go i mieć to z głowy.
Lys: Terry, zbieraj się. Podwózka już czeka.
Ter: Człowieku, śpieszy ci się gdzieś?
Lys: Tak. Nawet bardzo. Więc ruszaj te swoje cztery litery bo nie zamierzam czekać.
Ter: Poczekaj. Daj chociaż wypić do końca.- Jak on mi działa na nerwy. Nie mam czasu cackać się z nim. Wyrwałem mu butelkę z ręki i wylałem do czyjejś szklanki.
Lys: Skończyłeś.
Ter: Stary... Ostatnio się tak śpieszyłeś, kiedy miałeś randkę z Jem...- Miałem wielką ochotę go udusić. Serio. Ale sekundę później smutek przejął nade mną kontrolę. Wciąż bolą wspomnienia o niej.- Oj... Stary... Na serio nie chciałem...
Lys: W sumie, dużo się nie pomyliłeś. Tak, jestem na randce. Więc ruszaj się, bo nie chce spędzić tu całego wieczoru.- Chyba w końcu podziałało.
Ter: Nie wiem czy to dobry pomysł mówić ci o tym teraz, ale była tu. I pytała o ciebie.
Lys: Co?
Ter: Spokojnie. Nic się od nas nie dowiedziała. Gorzej by było jakbyś tu był.
Lys: To mnie przerasta. Wolałbym żeby nigdy nie wróciła...
Wspomnienie (kolejne, mówiłam że będą =D)
 Lys: Dziękujemy za zakupy w naszym sklepie. Zapraszamy ponownie.- W wakacje czasami dorabiam sobie w sklepie Leo. To znaczy często, bo on wtedy siedzi z Rozalią. To był dzień jak co dzień. W to sierpniowe popołudnie było naprawdę gorąco, na szczęście Leo naprawił klimatyzację. Ciągłe nudy, kilka klientek kręci się po sklepie, więc nie zwróciłem uwagi zbytnio uwagi na kolejną. Otworzyłem notes i zacząłem bazgrać jakieś ludziki.
???: Przepraszam, czy mógłby mi pan pomóc?- Drgnęłam na dźwięk tego głosu. Znałem go aż za dobrze. Podniosłem powoli głowę i ujrzałem przed sobą dziewczynę którą nie widziałam od 3 miesięcy. Na początku nie mogłem jej poznać przez brak kolczyków, które kiedyś miała na twarzy. Uśmiechnęła się delikatnie.
Lys: Wróciłaś.- Wstałem i rzuciłem się jej na szyję. Tak bardzo mi jej brakowało. Zdziwiłem się gdy nie odwzajemniła uścisku. Odsunąłem się na krok i przyjrzałem się jej.
Jem:Przepraszam, ale chyba pan mnie z kimś pomylił.
Lys: Jem. Błagam, nie rób sobie żartów. To nie jest śmieszne!
Jem: Skąd zna pan moje imię?
Lys: Jem, przestań się wygłupiać. Jak mogłaś mnie zapomnieć? Byliśmy tacy szczęśliwi.
Jem: Przykro mi, ale nie znam pana.- Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Tak płaczę. Jestem wrażliwcem.- Lysander.
Lys: Co?
Jem: Tak nazywał się mój były. Jest pan nawet do niego podobny. Ale to źle. Był okropny, nie pisał, nie odpowiadał. A zanim wyjechałam wykorzystał mnie i powiedział że mnie nie kocha.
Lys: Jem... Czemu gadasz takie głupoty? To przecież same kłamstwa! Nigdy bym cię nie skrzywdził!
Jem: Byłam pod stałą opieką mojego psychologa. Wyjaśnił mi czemu tam trafiłam. Kazał mi unikać go, kiedy już tu wrócę. Ale bardzo chciałabym się z nim spotkać, myślałam że go tu znajdę, bo w końcu to sklep jego brata, wiedziałeś o tym? No cóż, w każdym razie do widzenia panu!- Uśmiechnęła się i w podskokach wyszła ze sklepu. Co oni jej tam zrobili?
Koniec wspominania
Ramię w ramię wyszliśmy z pomieszczenia. Co tu robi Riley? Zawsze był przeciwko mnie, a teraz gada z moją dziewczyną. Wkurzyłem się, nie ukrywam. 
Lys: Widzę, że wy już się poznaliście?
Vi: T... Tak. miło poznać więcej twoich znajomych.- Uśmiechnęła się strasznie sztucznie. Ukrywa coś, ona nie umie kłamać. Wolałem nie drążyć tematu. Jeśli zechce to mi powie. Riley rzucił mi szybkie spojrzenie i poszedł w siną dal. 
Lys: Violetto, poznaj proszę, to mój kolega Terry.- Uśmiechnęła się do niego i uścisnęła dłoń.
Ter: Terry, ale wszyscy nazywają mnie Pająk.- Błagam Pająk nie palnij niczego, bo znajdę cię i zabiję. Na szczęście nic nie dopowiedział.
Vi: Violetta, dla znajomych Violka.- Puściła jego rękę i ruszyliśmy do samochodu. Przez większość drogi Terry ciągle mówił. Bałem się tylko żeby nie powiedział czegoś za dużo. Stanąłem pod jego domem i chciałem jak najszybciej pozbyć się go. Violetta była widocznie pod wrażeniem.
Ter: Dzięki jeszcze raz za podwózkę, gdybym znowu się spóźnił, pewnie w końcu wysłałby mnie do tej szkoły wojskowej.
Lys: Nie ma sprawy. Czego się nie robi dla kumpli.- Przybiliśmy żółwika i mogłem wreszcie pobyć sam na sam z Violettą. Odwróciłem się w jej stronę i złapałem za rękę.- Przepraszam że tak długo to trwało.
Vi: Nic się nie stało. Miło było poznać nowych ludzi.- Uśmiechnęliśmy się jednocześnie. Pocałowałem ją w policzek i skupiłem na kierowaniu. Nagle usłyszałem że dzwoni mój telefon. No ludzie, chwili spokoju nie ma. 
Lys: Możesz sprawdzić kto dzwoni?- Nie chciałem odrywać wzroku od jezdni, nie jestem jeszcze zbyt dobrym kierowcą.
Vi: Kto to Adam?- Na szczęście to tylko on. Nie wiem czemu się tak bałem, może że Jem zadzwoni?
Lys: To mój młodszy brat.
Vi: Ty... Masz młodszego brata?- Faktycznie, niewiele osób wie że mam młodszego brata, ale myślałem że Violka należy do nich. Widocznie zapomniałem jej powiedzieć.
Lys: Mogłabyś mu odpisać, że pogadamy w domu?
Vi: Jasne.- Kątem oka widziałem jak pisze SMS-a. Znów serce zabiło mi mocniej, a co jeśli znajdzie numer Jem i nasze wspólne zdjęcie? Dojechaliśmy na miejsce, więc wjechałem na parking i zatrzymałem wóz. Wysiadłem z samochodu i otworzyłem Violetcie drzwi.
Lys: Pierwsza część wieczoru. Kolacja.- Zawsze przychodziłem tutaj z Jem. Może dlatego że to jest restauracja mojego wujka? Taki rodzinny interes. Wujek od zawsze uwielbiam Włochy, tam poznał swoją żonę. Dzięki niemu doskonale znam włoski. Weszliśmy do środka i od razu można było wyczuć zapach świeżych owoców, warzyw i przypraw.- Miałem rezerwację na dzisiaj. Nazwisko Brown.
Kel: Tak. Oczywiście. Zapraszam za mną.- Kelner ledwo powstrzymywał się od śmiechu. Być może dlatego, że to mój kuzyn i nigdy nie mieli tu żadnych rezerwacji. Zaprowadził nas do wcześniej przygotowanego stolika, otoczonego różami. Ciotka bardzo się postarała. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy przeglądać menu.
Lys: Podoba ci się?- Byłem troch zestresowany. Violetta zazwyczaj nie mówi wiele o sobie i nie wiem co lubi jeść.
Vi: Tak, jest pięknie. Zamówiłbyś za mnie? Rzadko jadam w takich restauracjach...
Lys: Skoro chcesz.- Zamówiłem moje ulubione danie. Oczekiwanie na jedzenie minęło nam na rozmowie. Złapałem ją za rękę, a ona nie zabrała jej. Czułem się naprawdę dobrze, tym bardziej po wydarzeniach, które miały miejsce dwa miesiące temu...
Kolejne wspomnienie :D
 
Wszedłem jak co dzień do naszego "centrum dowodzenia" wszyscy patrzyli się na mnie wrogo.
Lys: O co wam chodzi?
Ri: Nic dziwnego że wyjechała... Jak można traktować dziewczynę jak śmiecia?
Lys: O czym ty mówisz?!
Ter: Jem... Była tutaj i wszystko nam opowiedziała. Całkowicie nie rozumiem czemu chce się z tobą spotkać.
Lys: Ludzie, dajcie spokój! Nic jej nie zrobiłem! Ona jest chora psychicznie!
Ter: Czemu mamy ci wierzyć?
Lys: Chłopaki... Ja nigdy... Nigdy bym jej nie skrzywdził... Kochałem ją, rozumiecie?! Musicie mi uwierzyć...
Jem: Heh chło...- Odwróciłem się. W wejściu stała Jem. Skupiła wzrok na mojej twarzy. Jej źrenice rozszerzyły się i zaczęła wrzeszczeć.- Co on tu robi?! Zabierzcie go! Zabierzcie go ode mnie!- Z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Co oni jej nagadali u tego psychologa?!
Ter: Chodź.- Pająk złapał mnie za ramię i wyciągnął na klatkę schodową. Zamknął drzwi i odetchnął.- Wejdźmy na dach, muszę pooddychać świeżym powietrzem. Szybko weszliśmy na górę.- Wierzę ci.
Lys: Co?
Ter: Wierzę ci. Ale musisz jeszcze przekonać resztę chłopaków. Ja jestem i zawsze będę po twojej stronie.
Lys: Dzięki stary.
Ter: Musisz jeszcze wiedzieć, że powiedziała że zniszczy ciebie i każdą dziewczynę którą kiedykolwiek możesz mieć. Póki chłopaki są po jej stronie, radzę nie mieć żadnego nowego związku, bo mogą pomóc jej spełnić obietnicę.- Złapałem się za głowę i rękami przeczesywałem włosy coraz szybciej. Ale zamiast mnie uspokoić, denerwowałem się coraz bardziej.
Lys: Czemu ona mnie tak nienawidzi? Nic jej nie zrobiłem. Kochałem ją, a ona mnie.
Ter: Na to pytanie może odpowiedzieć ci tylko ona.
Teraźniejszość czeka, przeszłości nie zmienisz myśląc o niej na randce xD
Na szczęście chłopaki przejrzeli na oczy i w końcu uwierzyli mi.
Rozmawialiśmy o wszystkim. Violettę bardzo interesowała moja rodzina. Po chwili kelner wrócił niosąc szklanki z piciem. Tuż przed naszym stolikiem, zahaczył się o własne nogi i przewrócił się, wylewając zawartość szklanek na Violettę. 
Vi: A! Coś ty zrobił?
Kel: Prze... Przepraszam panią.
Lys: Zrobiłeś to specjalnie! 
Kel: Nie chciałam... Ale zapłaciła mi...
Lys: Kto?
Kel: Ona!- Wyrzucił rękę w górę, wskazując na wejście.O nie...
Lys: Tylko nie ona...- Kątem oka widziałem że Violetta również patrzyła na wejście. Była... zszokowana.

___________________________________________________________________________________
Będzie jeszcze druga część tej części xd 
Czyli jeszcze jedna część Oczami Lysandra =D
Powiem kto wygrał ciacho dopiero kiedy będzie o tym mowa w którejś z części (czyli za dwie części xd)
Pamiętajcie o zlocie! Więcej informacji na blogu Belli ;3

13 listopada 2013

Oczami Violetty cz.14

Nie znam jej. To pierwsza myśl, która pojawiła się w mojej głowie. Jeśli więc jej nie znam, to dlaczego zapłaciła aby zepsuć mi wieczór?! Chociaż chwila... Kelnerka z baru! Spojrzałam na Lysandra, nie wyglądał na zaskoczonego, co, nie wiem czemu, doprowadziło mnie do szału.
Vi: Kto... Kto to jest? Kim jest ta dziewczyna?!- Podniosłam głos, a rzadko to robię, Właściwie to nigdy. Lysander spojrzał na mnie ze zdziwieniem, ale nie zdążył nic powiedzieć, uprzedziła go ta dziewczyna. Stała przy wejściu z założonymi rękami, ciągle skrywając się w cieniu.
???: Mogłabym zapytać o to samo. Naprawdę nabrałaś się na ten tani chwyt?- Prychnęła.- Wielki romantyk. Bratnia dusza. Miłośnik muzyki klasycznej.- Zbliżała się w naszą stronę. W restauracji panowała całkowita cisza. Kiedy dziewczyna weszła w krąg światła mogłam w końcu zobaczyć jak wygląda Czarne, faliste włosy do ramion wystawały spod kaptura. Na twarzy mocny makijaż. Ubrana w szarą bluzę z kapturem, czarne szorty i legginsy tego samego koloru. Do tego szare tenisówki, które kiedyś musiały być białe.- To wszystko kłamstwa.
Lys: Zamknij się.
???: Bo co? Co mi zrobisz? Tylko mi nie mów że uderzysz dziewczynę Taki dżentelmen?!- Nabijała się z niego.
Lys: Ile razy mam ci powtarzać, że nie chce mieć z tobą nic wspólnego?!
???: Ale ja tylko przyszłam ostrzec twoją nową dziewczynę!- Teraz zwróciła się do mnie.- Nie zdziwiło cię, że kelner zachowywał się jakby się znali? To dlatego że zabiera tu każdą. Powtarzam każdą! Ten sam układ. Najpierw kolacja, później zabiera do parku, gdzie obserwujecie gwiazdy, nieśmiało zbliża się do ciebie i całuje w usta. Kolejnym punktem jest wycieczka do jego dom, oglądacie wspólnie film. Pozwala ci położyć głowę na ramieniu. Tuż przed końcem zaczynacie się całować i bum! Lądujecie w jego sypialni. To nie dziwne że łóżko jest już gotowe i wszędzie są płatki róż, skoro to pierwsza randka?
Lys: Violetto błagam nie słuchaj jej. Ona jest szalona. Nie wiem czemu się do mnie przyczepiła.
Vi: Zawieź mnie do domu.
Lys: Co?- Wyglądał na zaskoczonego.
Vi: Słyszałeś. Zamknij się i odwieź mnie natychmiast do domu!- Czuję że długo już nie pociągnę. Dostałam drgawek. Muszę... Muszę zrobić cokolwiek. Chwyciłam obrus i niewiele myśląc pociągnęłam za niego. Praktycznie nic na nim nie leżało z wyjątkiem wazonu, ale mi wystarczyło, aby odczuć ulgę. Patrzyłam jak owy wazon ze sztucznym kwiatkiem leci w stronę nieznajomej. Kiedy wylądował na niej, woda wylała się, oblewając ją.
Vi: Jesteśmy kwita.- Nie oglądając się za siebie, ruszyłam do wyjścia. Kiedy byłam już na dworze usłyszałam jak krzyczy do mnie.
???: Uważaj na zakrętach! Lubi łapać wtedy za kolano!- Babo zamknij się wreszcie! Przyśpieszyłam kroku, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nie jestem twarda i nigdy nie będę. Biegłam przed siebie, prawie nic nie widząc przez zamglone oczy. Znalazłam jakąś cichą aleję w parku i usiadłam na ławce. Ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam się na całego. Nie wiem jak długo tam siedziałam. Usłyszałam kroki, ale było mi już wszystko jedno.
???: Viola? Co ty tu robisz tak późno?- Znam ten głos.
Vi: Jak widzisz siedzę.- Poczułam jak obejmuje mnie ramieniem. Czułam jak odpływa ze mnie cała złość i trochę smutku. Zawsze wiedział jak mnie pocieszyć. Tobias podniósł mnie i zaczął prowadzić tylko sobie znanym kierunku.
To: Idziemy do mojego domu. Prześpisz się, a rano odprowadzę cię do domu.
Vi: Nie! Może mógłbyś zawieść mnie do domu? No wiesz, rodzice...
To: Skoro tak bardzo ci zależy... Ale tylko pod warunkiem, że dowiem się wszystkiego.- Zaraz chyba oszaleję męska wersja Rozalii.
Vi: Może przy kolejnej okazji? Nie czuję się na siłach by o tym rozmawiać.
To: Eh, niech ci będzie. W końcu będziesz musiała mi opowiedzieć, albo dowiem się od swoich informatorów.
Vi: Tak? Czyli od kogo?
To: No oczywiście, że od Rozalii!- Dałam mu kuśtaka w bok i uśmiechnęłam się. Uwielbiam go, od razu poprawia humor człowiekowi.
Vi: Powiedz... Dlaczego sam łazisz po mieście?
To: Sama nie chce powiedzieć, a mnie wypytuje. Toż po prostu...- Zaśmiał się krótko.- Wracam od Alexa.- Doszliśmy do jakiegoś parterowego budynku. Niski, niebieski z dużą ilością okien z zasłonami.- Witam w moim nowym domu.- Weszliśmy do środka.- Mamo! Koleżanka poprosiła mnie o podwózkę, mogę wziąć samochód?! To Violetta!- Krzyczał jakbyśmy byli na koncercie, a on chce być usłyszany. Chwilę nasłuchiwał, ale nic nie było słychać.- Dzięki!
Vi: Co? Przecież nikt nic nie powiedział.
To: Moja mama musi oszczędzać głos, jeśli więc z czymś się zgadza, po prostu nie odzywa się.- Obeszliśmy dom, a Tobias otworzył garaż.- Poczekaj tu.- Po chwili usłyszałam warkot silnika, a po kolejnej ujrzałam kremowy Citroen Picasso.
Vi: Wow. Od kiedy macie takie duże auto?
To: Rodzina ma mi się powiększyć. Wsiadaj.- Weszłam do samochodu i od razu ruszyliśmy.- Mamy przed sobą jakieś 40 minut jazdy, wolę nie dostać mandatu, bo wtedy wcale nie będę mógł jeździć.- Zapatrzyłam się w świat za oknem.
Vi: Eh... Czyli chcesz wiedzieć co się wydarzyło? Dużo. Bardzo dużo.- Zaczęłam opowiadać od spotkania z Rozalią do znalezienie mnie na ławce. Musiałam oczywiście powiedzieć też o Riley'm. Kiedy w końcu skończyłam zapanowała cisza. Tobias milczał do końca drogi. Stanął przed domem, a potem odwrócił się w moją stronę.
To: Posłuchaj... Uwierzyłaś dziewczynie której nie znasz i zostawiłaś chłopaka w którym jesteś zakochana i który był dla ciebie miły, tylko przez jej słowa?
Vi: Miałam złe przeczucia. Nawet nie pobiegł za mną!
To: Dobra, masz rację. Nie zrobił za dobrze. Zadzwonię do ciebie, bo muszę już wracać. Wolę żeby mama nie denerwowała się za bardzo.
Vi: Rozumiem. Będę czekać.- Uśmiechnęłam się i przytuliłam go, po czym wyszłam z samochodu. Przy drzwiach pomachałam jeszcze Tobiasowi i dopiero wtedy odjechał. Wyjęłam klucze, pokręciłam nimi w zamku i weszłam do środka. Od razu zamknęłam za sobą drzwi. Taki nawyk. Postanowiłam że najlepiej zrobi mi ciepła kąpiel. Przy czym? Oczywiście przy muzyce. Przeglądałam swoją playlistę, aż w końcu znalazłam coś, co nie miało nic wspólnego ze szczęśliwą miłością. Red Lips- Czarne i białe.
Puściłam wodę i wlałam płyn do kąpieli. Od razu rozszedł się piękny zapach wanilii i kokosa. Rozebrałam się i zanurzyłam się w gorącej wodzie po samą szyję. Zaczęłam śpiewać razem z piosenkarką. Mam ładny głos, ale nienawidzę występować publicznie. Wyszłam z wanny i owinęłam się w mięciutki biały szlafrok. Wyciągnęłam korek i czułam, jak z wodą wypływają wszystkie moje troski. Usłyszałam jak burczy mi w brzuchu, więc poszłam zrobić kolację. W restauracji przecież nic nie zjadłam. Wyjęłam składniki i zaczęłam robić tosty. Spojrzałam na korytarz i ujrzałam ciemną, zakapturzoną postać, która szła w moją stronę. Krzyknęłam z przerażenia, upuszczając wszystko co miałam w rękach.
???: Nie proszę, nie krzycz. Nie chciałem cię przestraszyć.- Znałam ten głos, uspokoiłam się więc na tyle, żeby zamknąć usta. Zaczął ściągać kaptur- Widzisz? To tylko ja.

Ciacho dla tego, kto zgadnie, kto to jest. =D
Proszę o komentarze tutaj, jak i przy bohaterach.
Pamiętajcie o zlocie xD
Mrozik jeśli to czytasz, to wiedź że chce dokładną relację czy ci się podoba :P
Pomóżcie wybić mi z głowy tą piosenkę xd :
http://www.tekstowo.pl/piosenka,the_wanted,nice_straight_row.html
Musimy ustawić się w ładnym, równym rzędzie xp

7 listopada 2013

Oczami Violetty cz.13

Jechaliśmy jakieś 10 minut, rozmawiając. Mijaliśmy dużo różnych budynków, nie jestem pewna czy byłam już w tej części miasta. Rozpoznanie gdzie jestem utrudniała ciemność. Włączyłam radio, ale leciały tylko jakieś wiadomości. Zaczęłam przeglądać jego płyty. Znalazło się kilka składanek muzyki klasycznej, w sumie to za bardzo się nie dziwie. Co jeszcze? Stare polskie zespoły w tym Dżem, Stare Dobre Małżeństwo, Czesław Niemen, Marek Grechuta, Wilki. Na dnie została jeszcze jedna płyta. Nie była podpisana jak reszta.
Vi: Co to?- Lysander spojrzał szybko i uśmiechnął się.
Lys: Włącz.- Zrobiłam to co powiedział.- Kojarzysz zespół The Wanted?- Pokręciłam przecząco głową.- No to słuchaj. Uwielbiam ich, często inspiruję się ich piosenkami.- Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w dźwięki płynące z płyty. (Piosenka http://www.youtube.com/watch?v=JvBv0NH6hxs)
I'll understand you
Just give me the chance to
Love you more than you'll ever know
Even if it means I gotta let you go

With or without me
Baby you should be happy
If you're heading down another road
Don't you leave me with nowhere to go
Don't let me be the last to know yeah
Don't let me be the last to know

You take all I have
Still I pour you a half empty glass
What's the point in that?
And all I ever asked
Is that you tell me when it's not enough
Cos if it's real love

I'll understand you
Just give me the chance to
Love you more than you'll ever know
Even if it means I gotta let you go

With or without me

Lys: Jesteśmy na miejscu.- Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Chyba już tu byłam…- Znaczy się, najpierw chce cię z kimś poznać, bo prosił mnie o podwózkę, mam nadzieje że nie jesteś zła.- Uśmiechnęłam się delikatnie.
Vi: Oczywiście że nie. Z chęcią poznam twojego kumpla. Ale później będziesz musiał mi to wynagrodzić.- W końcu rozluźnił się i również uśmiechnął.
Lys: Oczywiście.- Wysiadł, okrążył samochód i otworzył mi drzwi. Również wysiadłam i rozejrzałam się. O nie. Lysander przywiózł mnie w to samo miejsce, gdzie przyprowadził mnie Kastiel. Mam nadzieje że nie spotkam Rileya.- Idziesz?- Przełknęłam ślinę. Nie wiem czemu się tak czuję. Ale przecież nie powiem Lysandrowi że nie wejdę tam, bo nie chce żeby wiedział że już tam byłam. Odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się delikatnie.
Vi: Tak, idę.- Złapał mnie za rękę i wprowadził do środka. Moje serce biło jak szalone. Stanęliśmy przy wejściu do większej sali.
Lys: Zaczekaj to na mnie, zabiorę go i możemy ruszać.- Wszedł do pomieszczenia, a ja wyjrzałam żeby ogarnąć je wzrokiem. Ani śladu Rila. Odetchnęłam z ulgą. Nagle poczułam jak ktoś dotknął mojego ramienia. Podskoczyłam ze strachu i odwróciłam się. Przede mną stał Riley. Patrzył na mnie z zaskoczeniem i troską.
Ri: Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć.
Vi: Nie szkodzi. Nic się nie stało.- Na jego twarz powrócił uśmiech.
Ri: A tak w ogóle co ty tu robisz? Podobno nie umiałaś tu trafić. I czemu nie zadzwoniłaś, że przyjdziesz?- W jego głosie było słyszeć zawód. Chyba najlepiej będzie powiedzieć mu prawdę, w końcu i tak się dowie. Zajrzałam szybko do pomieszczenia i zauważyłam że Lysander rozmawia jeszcze z jakimś chłopakiem. Odwróciłam się z powrotem do Rila.
Vi: Sama nie wiedziałam że tu będę.- Zawahałam się chwilę, ale mówiłam dalej.- Lysander mnie tu przywiózł, bo musi podwieźć swojego kumpla.- Riley spojrzał na mnie podejrzliwie.
Ri: A czemu byłaś w jego samochodzie?- Zna mnie niecały dzień, a zadaje pytania jakby był nadopiekuńczym bratem. Zaczynał mnie wkurzać, niech ten Lysander się pośpieszy!
Vi: Byłam w jego samochodzie… Bo zaprosił mnie na randkę.- Przez chwilę próbowałam smak tego słowa na języku. Randka. Nawet fajnie brzmi. Spojrzałam na twarz mojego rozmówcy. Wyglądał na jednocześnie zszokowanego, smutnego i… wściekłego?
Ri: Randkę.- Praktycznie wypluł mi to słowo w twarz. Dopiero teraz zauważyłam że jestem w pułapce. Plecami dotykam ściany, a on przytrzymuję się ściany po moich dwóch stronach. Oddychał ciężko, kiedy trochę się uspokoił zabrał ręce i unikał mojego wzroku.- Przepraszam. Poniosło mnie.- Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami. Znów przypominał tego chłopaka, którym był wtedy na dachu. Wolałabym nie poznać jego ciemnej strony.
Lys: Widzę, że wy już się poznaliście?
Vi: T… Tak. Miło poznać więcej twoich znajomych.- Uśmiechnęłam się do niego trochę sztucznie. Jednak na szczęście nie drążył tematu. Dopiero teraz zauważyłam że obok niego stał wysoki czarnowłosy chłopak. Riley w tym czasie spojrzał na mnie jeszcze raz, rzucił Lysandrowi nienawistne spojrzenie i wyszedł na zewnątrz.
Lys: Violetto, poznaj to mój kolega, Terry.- Uśmiechnęłam się i uścisnęłam dłoń nieznajomemu.
Ter: Terry, ale wszyscy nazywają mnie Pająk*- Również się uśmiechnął i odwzajemnił uścisk.
Vi: Violetta. Dla znajomych Violka.- Puścił moją rękę i ruszyliśmy do samochodu. Milczeliśmy przez większość czasu. Dobra, milczałam ja z Lysandrem, bo Terry nawijał przez cały czas. Pozytywnie zakręcony. Zaczynałam go lubić. Po kolejnym okresie czasu podjechaliśmy pod wielki dwupiętrowy dom. Nie widziałam za dużo szczegółów z powodu marnego światła słonecznego, ale było widać, że jest to zdobiony budynek z kilkoma kolumnami przy wejściu.
Vi: M… Mieszkasz tu?- Z wrażenia aż odebrało mi mowę. Jak ktoś, kto ma tyle może stoczyć się i ciągle przesiadywać w obskurnej budzie?
Ter: Niezła chata, co?- Parsknął śmiechem.- Dzięki jeszcze raz za podwózkę, gdybym znowu się spóźnił, pewnie w końcu wysłał by mnie do tej szkoły wojskowej.
Lys: Nie ma sprawy. Czego się nie robi dla kumpli.- Przybili żółwika. Pająk podał mi rękę i pomachał na odchodne. Ruszył do swojego domu ciągle podrygując. Lysander odwrócił się do mnie i złapał na rękę.- W końcu sami. Przepraszam że tak długo to trwało.
Vi: Nic się nie stało. Miło było poznać nowych ludzi.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Lysander pocałował mnie w policzek i skupił się na kierowaniu.- Więc dowiem się w końcu gdzie jedziemy?
Lys: Powtarzam ci zatem kolejny raz, że to być niespodzianka.- Nagle zadzwonił telefon, usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki The Wanted- I found you. Serio Lysander? Ty masz jakąś obsesje na ich punkcie? (xD)- Możesz zobaczyć kto dzwoni?- Lysander nie odrywał wzroku od jezdni. Sięgnęłam ręką do schowka i wyciągnęłam jego telefon, który wyglądał, niestety, zwyczajnie. Spojrzałam na wyświetlacz na którym pisało: Dzwoni Adam.
Vi: Kto to jest Adam?- Kolejny kolega? Nie mogą dać mu spokój tego wieczoru?!
Lys: To mój młodszy brat.
Vi: Ty… Masz młodszego brata?- Wiedziałam że ma starszego brata Leo, ale że młodszego?
Lys: Mogłabyś mu odpisać, że pogadamy w domu?
Vi: Jasne.- Zaczęłam pisać SMS-a, a kiedy podniosłam głowę, zauważyłam że zwalniamy. Lysander zaparkował samochód na parkingu, wyszedł z samochodu i otworzył mi drzwi.
Lys: Pierwsza część wieczoru. Kolacja.- Uśmiechnął się i wyciągnął ku mi rękę. Chwyciłam za nią i ruszyliśmy w stronę budynku z banerem który głosił coś po włosku. Nie jestem pewna co znaczy, bo nie znam języka włoskiego. Lysander otworzył drzwi i puścił mnie przodem. Podeszliśmy do kelnera.
Lys: Miałem rezerwację na dzisiaj. Nazwisko Brown.
Kel: Tak. Oczywiście. Zapraszam za mną.- Kolejny kelner wydaje mi się znajomy. Zresztą on też jakoś dziwnie na mnie patrzał. A może tylko mi się wydaje? Poszliśmy za nim do stolika ustawionego w kącie sali. Miejsce było otoczone bukietami róż. Lysander odsunął mi krzesło, a kiedy usiadłam przysunął z powrotem. Następnie usiadł naprzeciwko mnie.
Lys: Podoba ci się?- Wyglądał na zdenerwowanego.
Vi: Tak, jest pięknie. Zamówiłeś już wcześniej jedzenie?
Lys: Nie, chciałem żebyś sama wybrała. Jeszcze nie znam ciebie na tyle dobrze, żeby zamawiać w twoim imieniu.- Wtedy kelner przyniósł karty, które położył przed nami. Otworzyłam swoją i zobaczyłam mnóstwo dań, z opisami na kilka linijek.
Vi: Wiesz co… Może lepiej zamów za mnie, dobrze? Rzadko jadam w takich restauracjach.
Lys: Skoro chcesz.- Złapał moją rękę przez stół i po prostu patrzył mi się w oczy. Po chwili kelner znów do nas podszedł i odebrał zamówienie. Lysander zachowywał się jakby był tu już setki razy. Kiedy kelner odszedł znów skupił się na mnie. Oczekiwanie minęło nam na rozmowie. Mówiliśmy w sumie o wszystkim i o niczym.
Vi: Ile lat ma twój brat? Ten młodszy.
Lys: Osiem. Czemu cię to interesuje?
Vi: Jestem po prostu ciekawa. Wcześniej nic nie wiedziałam że masz młodszego brata. Masz jeszcze jakieś rodzeństwo?
Lys: Młodszą siostrę. Ma 3 lata i mieszka z rodzicami na wsi.
Vi: A Adam, gdzie?
Lys: Nie odstępował mnie i Leo na krok kiedy jeszcze byliśmy na wsi i nie było mowy żeby nas puścił gdziekolwiek.
Vi: Nie tęskni za rodzicami?
Lys: Co tydzień jeździ do nich na weekend. A ty, masz rodzeństwo?
Vi: Nie. Jestem jedynaczką.- Później rozmowa zbiegła na inne tory. Po jakiś 5 minutach przyszedł kelner. Tuż przede mną zaplątał się o własne nogi i cała zawartość szklanek znalazła się na mojej sukience.- A! Coś ty zrobił?!
Kel: Prze… Przepraszam panią.
Lys: Zrobiłeś to specjalnie!
Kel: Nie chciałam… Ale zapłaciła mi…
Lys: Kto?!- Lysander wyglądał na wzburzonego. Ja przede wszystkim patrzałam na sukienkę czy przez wypadek nie prześwituje mi stanik.
Kel: Ona!- Teatralnie wyrzucił do góry rękę, wskazując na wejście. Jednocześnie z Lysandrem spojrzeliśmy w tamtą stronę.
Lys: Tylko nie ona…- Wykonał pięknego facepalm’a w stylu Nataniela, a ja po prostu nie wierzyłam własnym oczom.

Udało mi się w końcu napisać ten rozdział :D

*Postać zapożyczona z książki pt.” Numery. Czas uciekać.”

Tłumaczenie piosenki =] :

Zrozumiałbym Cię
Tylko daj mi szansę
Kochać Cię bardziej niż kiedykolwiek będziesz wiedzieć
Nawet, jeśli oznacza to, że muszę pozwolić Ci odejść
Z lub beze mnie
Kochanie powinnaś być szczęśliwa
Jeśli wybierasz się w dół inną drogą
Nie zostawiaj mnie, nie mam dokąd pójść
Nie pozwól bym był ostatnim który się dowie
Nie pozwól bym był ostatnim który się dowie

Zabierasz wszystko co posiadam
Wciąż nalewam Ci w połowie pustą szklankę
Jaki jest w tym sens?
Wszystko o co kiedykolwiek zapytałem
Jest tym o czym mówisz, ale to nie wystarcza
Ponieważ to jest prawdziwa miłość

Zrozumiałbym Cię
Tylko daj mi szansę
Kochać Cię bardziej niż kiedykolwiek będziesz wiedzieć
Nawet jeśli oznacza to, że muszę pozwolić Ci odejść
Z lub beze mnie

Wszyscy ciekawi wyglądu Pająka mogą zobaczyć go w zakładce Bohaterzy. Zdradzę że zamierzam jeszcze wykorzystać tą postać. J

Dziewczyny to jak robimy z tym zlotem? =D

3 listopada 2013

Ankieta!

Mam pomysł na kolejną część, ale potrzebuję waszej porady. Mam w głowie dwa całkowicie różne zakończenia i nie wiem które wybrać xd
Dlatego proszę o wasze zdanie, do wyrażenia w ankiecie ;]
Zdradzę jedynie, że w jednej opcji Riley pokazuje swoją mroczną stronę ;P

31 października 2013

Oczami Violetty cz.12

Chciałabym podziękować dwóm wspaniałym osobą, bo chyba jako jedyne czytają tego bloga xd A chodzi oczywiście o Bellę i Dagmarę. Dziękuję Wam dziewczyny, bez Was nie miałabym dla kogo pisać <3


Szłam tuż obok niego, wchodziliśmy coraz wyżej i wyżej. Co chwilę łapałam się na tym, że zerkam na jego twarz. Po pokonaniu kilkudziesięciu stopni w końcu klatka schodowa skończyła się, a my staliśmy przed starymi metalowymi drzwiami. Riley złapał za klamkę, trochę się siłował aż drzwi stanęły otworem. Puścił mnie przodem i przymknął za nami drzwi. Przede mną roztaczał się wspaniały widok na miasto, widziałam nawet szkołę. Powoli podeszłam do krawędzi dachu, wysokość była oszałamiająca. Kątem oka zobaczyłam jak podchodzi i staje obok mnie.
Ri: I jak? Podoba ci się?
Vi: Tak. Tutaj jest pięknie.- Uśmiechnęłam się. Od jakiegoś czasu robiłam to coraz częściej.
Ri: To moja ulubiona miejscówka.
Vi: Nie dziwie się.- Spojrzałam na niego, a on na mnie. Był naprawdę przystojny. Spuściłam wzrok, by po chwili znów wpatrywać się w horyzont. Riley usiadł, więc postanowiłam zrobić to samo. Siedzieliśmy, nie odzywając się do siebie, patrząc przed siebie. Podskoczyłam gdy usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a. Wyciągnęłam telefon i przeczytałam:
Zbierajcie się gołąbeczki, chyba że wolisz spóźnić się na lekcje. Mi tam nie zależy, ale nie chce cię od razu demoralizować tak do końca. ;d
Kastiel
Vi: Chyba musimy się zbierać.- Nie miałam ochoty iść. Czułam się tu naprawdę świetnie.
Ri: Na to wygląda.- Uśmiechnął się jakoś smutnie. Podniósł się i pomógł mi wstać. Podszedł do drzwi i otworzył je jednym silnym szarpnięciem. Podeszłam do niego, a on znienacka pocałował mnie w policzek.- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. W razie czego…- Wyjął długopis, wziął moją dłoń i nabazgrał na niej jakieś cyferki.- Mój numer. Możesz dzwonić kiedy tylko chcesz.- Zeszliśmy na dół, gdzie czekał już Kastiel.
Kas: Coś się tam zasiedzieliśmy na górze.- Kiedy mówił czuć było od niego alkohol.
Vi: Chodźmy już.- Nadal czułam się nieswojo, po tym co się stało. Kastiel złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą. Ostatni raz odwróciłam się do Rileya i posłałam mu lekki uśmiech. Kastiel szedł coraz szybciej, więc musiałam patrzeć pod nogi. W 5 minut dotarliśmy z powrotem do szkoły. Kiedy wchodziliśmy na dziedziniec, zadzwonił dzwonek.
Kas: Teraz jestem już z Tobą kwita. Nie jestem tobie nic dłużny, tak? Zapomnij o tamtym miejscu. To nie jest dla ciebie, chyba że chcesz się stoczyć, wtedy to proszę bardzo. I jeszcze jedna sprawa. Uważaj na Rileya to straszny kobieciarz.
Vi: I kto to mówi…
Kas: Oddaję ci tylko koleżeńską usługę, informując cię o tym.- Zerknął na moją rękę na której Riley napisał mi swój numer.- Pamiętaj, że masz chłopaka, mojego kumpla. Lysander zna się z Rileyem i pewnie będzie wściekły że cię tam zaprowadziłem. Nie mów mu ani słowa, gdzie byłaś. Zmyśl coś.- W końcu puścił moją rękę i poszedł w stronę sali gimnastycznej. Stałam jeszcze chwilę wpatrując się w drzwi, za którymi przed chwilą zniknął. Ocknęłam się i ruszyłam biegiem do klasy.
Reszta dnia minęła mi spokojnie. Nie mogłam jednak przestać myśleć o Riley’u. Przepisałam jego numer do zeszytu, a z ręki starłam. Nauczyciele nie zwracali na mnie uwagi, bo często zdarzało mi się wyłączać. Kiedy wyszłam na dziedziniec, jak przez mgłę doszło do mnie, że ktoś mnie woła. Obejrzałam się goniła mnie Rozalia. No tak, zapomniałam że jej szukałam.
Roz: Violka! Mogłabyś łaskawie zaczekać na mnie?!- Zatrzymałam się i poczekałam aż mnie dogoni. Kiedy była już obok mnie, ruszyłyśmy dalej ramię w ramię.- Czemu jesteś dzisiaj taka zamyślona?
Vi: Mam o czym myśleć.
Roz: Wiesz… Naprawdę mi przykro że to tak wyszło… Uwierz, nie chcieliśmy…- O czym ona w ogóle do mnie mówiła? A no tak, myśli że jestem na nią zła za to co się stało w piwnicy. Kiedy to później spotkałam Kastiela, a on zaprowadził mnie do tego budynku i poznałam Rileya…
Roz: Violka! Czy mogłabyś się na chwilę skupić?
Vi: Co? Słucham cię przecież.
Roz: To co powiedziałam?
Vi: Dobra, nie słuchałam. Czy mogłabyś powtórzyć?- Zrobiłam do niej maślane oczka. Roza wywróciła oczami. Mina kota ze Shreka zawsze na nią działa.
Roz: Najpierw mówiłam o strojach na bal haloweenowy. Później spytałam się czy potrzebujesz pomocy w wyborze ubrań.
Vi: Czemu miałabyś mi pomagać?
Roz: Przypominam ci, że jesteś umówiona dzisiaj na randkę z Lysandrem.- O Boże. Całkiem wypadło mi to z głowy.
Vi: To nie jest randka.
Roz: Kochana… Jesteście parą, więc każde wasze spotkanie można nazwać randką. To jak, pomóc ci?
Vi: Gdybyś mogła…
Roz: Oh! Mam już w głowie gotowy strój! Oczywiście nie obędzie się bez zrobienia porządnej fryzury!- Wtedy przestałam ją słuchać, tylko że tym razem specjalnie. Nie obchodzi mnie jak to zrobi, ważne jakie efekty umie osiągnąć. Zauważyłam że dziewczyny ze szkoły są straszliwie gadatliwe. Później monolog Rozalii zszedł na niezbyt ważne tematy i mogłam się włączyć. Po jakiś 20 minutach doszliśmy do mojego domu. Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi.
Roz: Nie ma twoich rodziców?
Vi: Nie. Wyjechali w jakiś sprawach służbowych.
Roz: W jakich sprawach służbowych mogło wyjechać dwóch weterynarzy?
Vi: Zadaję sobie to samo pytanie.- Roza skierowała się do mojego pokoju i zaczęła przekopywać ubrania w celu znalezienia tego, które widziała w swojej wizji.
Roz: Wyjdź z pokoju.
Vi: Ale…
Roz: Wyjdź. Chce zobaczyć twoją minę, kiedy zobaczysz całość.- Spojrzała na mnie z uśmiechem i wróciła do świata ubrań. Wycofałam się i zamknęłam drzwi. Muszę jej zaufać, nie ma innego sposobu. Zeszłam na dół i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Nie znalazłam niczego, co by mnie zainteresowało. Wyłączyłam TV i wyszłam na podwórko. Podeszłam do kojca. Były tam małe psiaki. Kundelki. Jeden czarny z brązowymi łapami i pyskiem, a drugi cały jasnobrązowy. Otworzyłam furtkę i weszłam do nich. Kucnęłam, żeby je pogłaskać, a one same wciskały swoje głowy w moje ręce.
Roz: Myślałam, że nie masz zwierząt.
Vi: Bo nie mam.
Roz: A te to co?
Vi: Rodzice, czasem przywożą tu zwierzęta, gdy brakuje miejsca w schronisku. A jak tam mój strój?- Wstałam powoli. Psy kręciły mi się wokół nóg i skakały na nie. O mało mnie nie przewróciły. Jakoś udało mi się wyjść, pozostawiając je w środku. Pogłaskałam je jeszcze przez płot i weszłam za Rozalią do domu.
Roz: Jest gotowy. Mam nadzieję, że ci się spodoba.- Tuż przed moim pokojem zasłoniła mi oczy i wprowadziła tam.- Ta dam!- Zabrała ręce, a ja ujrzałam przed sobą piękną różową sukienkę.
Vi: Roza… Ona jest cudowna, skąd ją wytrzasnęłaś?
Roz: Z twojej szafy, kiedyś ci ją kupiłam, gdy byliśmy razem na zakupach.- Przebrałam się w sukienkę, a Roza założyła mi różne bransoletki, a na szyję kolorowy naszyjnik, jednak z przewagą fioletu.- Podkreśli twoje oczy. Teraz czas na fryzurę i makijaż. Zaprowadziła mnie do łazienki i posadziła przed lustrem. Zaczęła grzebać w moich kosmetykach.- Kobieto! Tutaj praktycznie nic nie ma, następnym razem biorę cię na zakup jakiś kosmetyków. Zaraz wracam!- Pobiegła do przedpokoju i wróciła ze swoją kosmetyczką. Chyba musiała ją mieć w szkole. Usiadła przede mną i wyciągała i używała po kolei większości kosmetyków. Po 10 strasznie dłużących się minutach, w końcu odsunęła się i zobaczyłam całkowicie inną osobę. Dotknęłam policzka, żeby się upewnić, że to na pewno ja.
Roz: I jak? Podoba się?
Vi: Roza… Jesteś niesamowita! Dziękuję!- Przytuliłam ją, a ona zrobiła to samo. Po chwili usłyszałyśmy pukanie do drzwi.
Roz: To pewnie twój książę w lśniącej zbroi.- Ruszyłyśmy do wyjścia. Rozalia podała mi jeszcze czarne baleriny i otworzyła drzwi.
Lys: Dzień do… Roza? Co ty tu robisz?
Roz: Właśnie wychodzę, życzę miłego wieczoru. Leo w domu?
Lys: Nigdzie się dzisiaj nie wybiera.
Roz: Znakomicie.- Uraczyła mnie uśmiechem i wyszła, ba, wybiegła w podskokach, jak sądzę do Leo. Podeszłam do wyjścia, gdzie mogłam zobaczyć Lysandra. Stał w czarnym smokingu z bukietem czerwonych róż.
Lys: Piękne kwiaty, dla pięknej dziewczyny.- Podał mi kwiaty i cmoknął w policzek. W ten sam policzek co tylko kilka godzin temu Riley.
Vi: Dziękuję.- Wzięłam kwiaty trochę sztucznie i poszłam poszukać wazonu. Po chwili wróciłam gotowa do wyjścia.- Idziemy?
Lys: Jedziemy. Leo zgodził się pożyczyć mi samochód.- Wyszłam za nim, na chwilę zatrzymując się żeby zamknąć drzwi. Lysander otworzył mi drzwi od strony pasażera, a kiedy wsiadłam zamknął je i usiadł za kierownicą. Ruszyliśmy pomału drogą.
Vi: Dokąd jedziemy?- Uśmiechnął się tajemniczo.
Lys: To niespodzianka.

Violka w sukience xd

26 października 2013

Oczami Violetty cz.11

???: A!- Wyciągnęłam telefon i poświęciłam w tamtą stronę. Ujrzałam Rozę i Tobiasa, którzy nadal próbowali chować się za pudłami.
Vi: Co wy tu robicie?- Spojrzeli na mnie jednocześnie. Wyglądali na zawiedzionych, że odkryłam ich kryjówkę.
Roz: Eh…- Popchnęła lekko Tobiasa, jednak on stracił równowagę i wylądował na podłodze.- To twoja wina że nas zobaczyła! Nie trzeba się było wychylać!- Zwróciła się z powrotem do mnie.- Chcieliśmy się upewnić, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
Vi: J… Jakim planem? Niech ktoś mi wyjaśni o co chodzi!- Spojrzałam z wyrzutem na Lysandra. Podniósł szybko ręce.
Lys: Ja nic o tym nie wiedziałem. Znaczy… Poprosiłem ich żeby nie wpuszczali nikogo do piwnicy. Ich też miało nie być.
Roz: No ale musieliśmy się dowiedzieć co planuje! Nie umiem pomagać ludziom, jeśli wszystkiego nie wiem…
Vi: Eh… Mam nadzieje że po południu nie będzie takich niespodzianek.
???: Po południu?- Rozejrzałam się wokół. Czemu tu musi być tak ciemno?!
Vi: Kto to powiedział?!- Zaczynałam tracić kontrolę nad własnym ciałem. Ręce trzęsły mi się. W pole mojej widoczności wszedł Alexy.- Kto tu jeszcze jest?
Alx: Nikt… Chyba.
Vi: Poddaje się. Wszyscy wypad. Sio mi stąd!- Straciłam nad sobą kontrolę. Teraz trzęsłam się cała. Patrzyłam na wszystkich najgorszym spojrzeniem na jakie było mnie stać. Po kolei ulatniali się z piwnicy, aż zostałam tylko z Lysandrem. Powoli emocje ulatniały się ze mnie. Usiadłam na podłodze i schował twarz w dłoniach.
Lys: Przepraszam cie za nich… Wszystko dobrze?
Vi: T… Tak, muszę tylko chwilkę odetchnąć.- Przez palce widziałam jak siada naprzeciwko mnie. Chwilę siedzieliśmy w całkowitej ciszy, którą przerwał dzwonek. Prawie zapomniałam że jesteśmy w szkole.
Lys: Idziemy?
Vi: Idź. Ja… Ja muszę… Potrzebuję jeszcze trochę czasu.- Podniósł się z ziemi, jednak widocznie jeszcze się wahał.
Lys: Na pewno chcesz zostać sama?
Vi: Tak. Nic mi się nie stanie.- Uśmiechnęłam się blado. Lysio odwzajemnił uśmiech, a po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Odprężyłam się. Wróć. Dźwięk zamykanych drzwi?! Te drzwi można otworzyć przecież tylko od zewnątrz, no chyba że ma się klucz. Ale oczywiście ja nie posiadam takie klucza.- Super. Zostałam zamknięta na 45 minut w małym, ciemnym pomieszczeniu. Na dodatek zaczęłam gadać do siebie. To podobno pierwszy krok do szaleństwa.
???: A raczej do głupoty. Radzę ci uważaj, bo będziemy mieli drugą Su.
Vi: Kto tu jest?- Nagle znikąd zmaterializował się przede mną Kastiel. Tylko jego tu brakowało.
Kas: Zastanawiałem się, czemu wszyscy wchodzili do piwnicy. Postanowiłem to sprawdzić.- Detektyw się znalazł.- W sumie nieźle się naśmiałem przy finale.- Uśmiechnął się w ten swój cyniczny sposób. Nigdy za nim nie przepadałam, ale cóż, kolega z klasy.
Vi: A jak tam czuję się twój pies?
Kas: Dużo lepiej. Dzięki że to załatwiłaś.
Vi: Nie ma sprawy… Umiesz otworzyć te drzwi.
Kas: Pff… To banalnie łatwe.- Podszedł do drzwi i zaczął coś majstrować przy klamce. Kilka razy kopnął w drzwi i przeklinał, ale w końcu wyjście stało otworem.- Panie przodem.- Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam przed siebie.
Vi: Wybierasz się na lekcje?
Kas: Nie… Tobie też radze nie iść, teraz matma.- Odwrócił się i poszedł w stronę dziedzińca
Vi: Poczekaj! Idę z tobą.- Dogoniłam go szybko i zrównałam krok.- Więc… Gdzie idziemy?
Kas: Hm… To będzie taka mała niespodzianka. Za pomoc, no wiesz, nie lubię być dłużny ludziom.- Przyśpieszył kroku. Praktycznie biegłam u jego boku. Ale w sumie nie przeszkadzało mi to, ciekawość zżerała mnie od środka. Biegliśmy ulicami, coraz dalej od szkoły. Nagle zatrzymał się przy jakimś starym i wysokim budynku.
Kas: Jesteśmy na miejscu.
Vi: Co jest w środku?- Zaczęłam odczuwać strach.
Kas: Zobaczysz.- Znów uśmiechnął się w ten swój kpiący sposób. Ruszył do wejścia budynku, a ja chcąc, nie chcąc poszłam za nim. Nie wiedziałam nawet jak wrócić powrotem do szkoły. Weszłam przez drzwi za którymi przed chwilą zniknął Kastiel. Znalazłam się w obszernym pomieszczeniu. Stały tu dwie kanapy z wystającymi sprężynami, zajęte przez nieznanych mi chłopaków. Było tu jeszcze kilka stolików, a na każdym kilka butelek ze złotym płynem. Oczami szukałam czerwonowłosego. Zauważyłam go na drugim końcu pomieszczenia, rozmawiał z jakiś chłopakiem. Miał czarne, sterczące włosy. Wyglądał na jakieś 17 lat i był dość wysoki. Nawet niezły z niego przystojniak. Wróć! Violka, chłopak twoich marzeń wyznał ci dzisiaj miłość, a ty będziesz za innymi będziesz się oglądała? Opanuj się.
Kas: Violka! Podejdź tu!- Żeby do niego podejść musiałam przejść przez sam środek Sali. Czułam że wszyscy wpatrują się we mnie. W końcu stałam przy Kastielu i mogłam przyjrzeć się nieznajomemu.- Violka, a więc to tutaj spędzam większość czasu, gdy nie ma mnie w szkole. Ale nie o tym. Poznaj proszę to mój kolega Riley.
Vi: Mi… Miło mi cię poznać.- Uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam.
Ri: Mi również.- Odwzajemnił uśmiech i uścisnął mi dłoń.

Dagmaro, mam nadzieję że prawa do tego imienia nie były zastrzeżone. Jeśli tak, to mogę je zmienić na inne ;)
Po prostu kocham to imię *-*

21 października 2013

Oczami Violetty cz.10

Wprowadziłam pewne zmiany. Teraz można komentować również anonimowo ;)

???: Sorka, nie zauważyłem cię.- Chłopak o czarnych włosach podał mi dłoń i pomógł wstać.
Vi: Następnym razem bardziej uważaj.- Uśmiechnęłam się leciutko.
Ar: Oczywiście.- Uśmiechnął się również tylko że bardzo szeroko, teraz jeszcze bardziej przypominał mi brata.
Ir: Ekhem…- Irys głośno odrząknęła przypominając o swojej obecności. Zignorowałam ją.
Vi: Armin… Widziałeś Rozę lub Lysandra?
Ar: Lysander? Który to?
Vi: To ten z białymi włosami i dwukolorowymi oczami.- Armin złapał się za podbródek i zaczął go pocierać. Wyglądało to dość zabawnie.
Ar: Nie… Nie widziałem go dzisiaj. Roza to ta z białymi włosami, tak? Hm… Mijałem ją, wchodziła do klasy B.
Vi: Dzięki ci Armin. A właśnie! Irys cię szukała.-Armin spojrzał na nią z zaciekawieniem, a ona przybrała na twarzy kolor swoich włosów.
Ar: O co chodzi?
Ir: Cóż… No wiesz… Chodzi o to że…- Patrzyłam na tą scenę z rozbawieniem. Wypowiedziałam o wiele więcej słów niż gadatliwa zazwyczaj Irys. Jednak nie było mi dane nacieszyć się tym widokiem, musiałam poszukać Rozy. Wyszłam po cichu z sali, zamykając za sobą drzwi. W myślach życzyłam Irys szczęścia. Ruszyłam przed siebie, jednak zaraz zatrzymała mnie su.
Su: Co sądzisz o zbliżającym się balu halloweenowym?- Zawsze gdy coś się dzieje musi wypytać każdego, co ma do powiedzenia w tej sprawie. Zawsze.
Vi: Sądzę że to może być coś ciekawego.
Su: Masz już jakiś pomysł na kostium?
Vi: Jeszcze nie.- Chciałam jak najszybciej skończyć ta rozmowę.
Su: A. Ja też nie. Nie powiem jej że mam świetny pomysł.
B. Powiem prawdę. Mam fantastyczny pomysł na kostium!- Nie wytrzymałam i strzeliłam facepalma.
Vi: Su… Znów myślisz na głos.
Su: Ups…- Szybko ulotniła się na dziedziniec. Cóż, przynajmniej mam ją z głowy. Gdzie ja to szłam…? A racja! Sala B. Ruszyłam znów szybkim krokiem. Na szczęście nikt mnie już nie zaczepiał. Weszłam do klasy i zobaczyłam rozmawiających Nataniela i Lysandra. Nie zauważyli mojej obecności. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ani śladu Rozy. Postanowiłam wycofać się, ale wtedy zobaczyli że nie są sami.
Lys: Violka poczekaj… Mam pewną sprawę do ciebie.
Vi: O… O co chodzi?- Mimowolnie spojrzałam na Nataniela, który wyglądał jakby nie zamierzał wyjść. Lysander także na niego spojrzał, w końcu chyba zrozumiał.
Nat: Właśnie sobie przypomniałem, że Melania potrzebowała mojej pomocy w organizacji balu, to na razie!- Przechodząc obok mnie, rzucił mi szybkie spojrzenie i wyszedł na korytarz. Zostaliśmy sami.
Lys: Chodź ze mną.- Chwycił mnie za rękę i zaciągnął za sobą do piwnicy. Po drodze nie widziałam nikogo. Dziwnie bym się czuła gdyby ktoś nas zobaczył.
Vi: O co chodzi?- Ponowiłam pytanie, jednak nadal pozostało bez odpowiedzi. Posadził mnie na krześle, a sam zajął miejsce naprzeciwko mnie. Podał mi swój notatnik.
Lys: Napisałem coś dla ciebie.- Uśmiechnął się delikatnie i popatrzył mi w oczy. Zaczął śpiewać (link do piosenki àhttp://www.youtube.com/watch?v=yfoh1Kljf5Q)
She takes my breath away,
She’s got me calling everyday
I can’t seem to get enough,

Could this be love?

Staying up ‘till late at night
Watching the stars burst into light 
Watch moves all the time
And we can’t get enough 

I’d jump out of a plane, 
Write your name in the sky 
You’re shaking my life up

Could this be love?
I’m feeling drifting up 
On the ceiling with your touch
Could this be love, love, love?
‘Cause when we kiss
My heart drops like a bomb
I’m in pieces when you’re gone 
Could this be love? 

Sat in bed, we’re on the phone 
Her voice is sweet, she doesn’t know 
Could stay awake for all night long, 
Could this be love? 

Walk together through the night 
The sky is clear, the stars are bright 
I kiss her lips and hold her tight 
Is there enough? 
Let’s take a chance on this time 
To be the best of our lives 
I think you already know
Chyba zaraz zwariuję. On naprawdę kierował tą piosenkę do mnie? Czuję że się rozpływam, to jest jak sen. Zabrał mi notatnik i położył na stoliku obok. Złapał mnie delikatnie za ręce i wpatrywał się w moje oczy, a ja w jego.
Lys: Chyba… się w tobie zakochałem.- Cichutko powiedział nie przestając wpatrywać się w moje oczy. Nagle usłyszałam hałas przewalanych pudeł. Podskoczyłam przestraszona, spojrzałam w tamtą stronę i ujrzał dwie ciemne sylwetki.
???: Ała, mówiłem żebyś uważał!
Tłumaczenie piosenki :D
Zapiera dech w piersiach ,
Dzwoni codziennie I to wydaje się niewystarczające 
Czy to jest miłość ?



Zostaje do późnej nocy 
Oglądając gwiazdy rozrywane w świetle 
Oglądając filmy cały czas
To nie jest wystarczające 




Chciałbym zaskoczyć ze swej planety 
Napisać twoje imię na niebie 
Jesteś drżeniem mego życia 
Cz to jest miłość ?




Czuje się jak bym dryfował do góry 
Prze twój dotyk dotykam sufitu
 Czy to jest miłość ,miłość ,miłość ?
Bo kiedy się całujemy
Moje serce spada jak bomba 
Jestem w kawałkach kiedy odchodzisz
Czy to jest miłość ?




Siedziałem na łóżku ,
kiedy rozmawialiśmy przez telefon 
Jej głos jest słodki , 
ale ona o tym nie wie 
Starając się zasnąć całą noc 
Czy to jest miłość ?




Iść razem poprzez noc
Kiedy niebo jest czyste i gwiazdy są jasne
Całuje jej usta i trzymam ją mocno 
Czy to wystarczy ?




To może byś szansa naszego życia 

Myślę , że już wiesz


Spróbujmy tym razem 


Zakochałam się w tej piosence <3 Mam już pewien pomysł na bal, a na razie muszę wracać do nauki >.> Na co mi był ten konkurs, teraz codziennie muszę wkuwać xd

12 października 2013

Oczami Violetty cz.9

Odskoczyliśmy od siebie. W drzwiach stała moja mama.
Vi: M… Mamo, kiedy wróciłaś?
Ma: Przed chwilą.- Spojrzała groźnie na Lysandra.- Nie sądzisz, że trochę późno na odwiedziny? Jutro macie szkołę.
Lys: Ma pani absolutną rację. Natychmiast więc opuszczę państwa dom.- Nabazgrał coś szybko na kartce i wyszedł. Mama popatrzyła na mnie uważnie, ale po chwili też wyszła. Aż boję się, co ona sobie wyobraziła. Położyłam się na łóżku i delikatnie rozwinęłam kartkę, na której było napisane:
„Jutro, o 16 u mnie. Wymyśl jakąś wymówkę. Czekam na SMS-a z odpowiedzią ;)”
Uśmiechnęłam się do siebie i natychmiast zgodziłam się na spotkanie. Byłam taka szczęśliwa, że postanowiłam do kogoś zadzwonić. Padło na Tobiasa.
To: Halo?
Vi: Hej Tobias, masz chwilkę?
To: Violka? O co chodzi?- Usłyszałam też kogoś innego.
???: Tobias, wracaj do mnie!
Vi: Chciałam pogadać… Ale słyszę, że jesteś zajęty.- Parsknęłam śmiechem, jednak w głosie Tobiasa nie było miejsca na żarty.
To: Tej rozmowy nie było, a ty nic nie słyszałaś, jasne?
Vi: Oczywiście, a teraz nie będę wam przeszkadzać…
???: Tobias! Ile mam czekać?!
Vi: To na razie Tobias… I Alexy.
To: Skąd ty…?
Vi: Głośnomówiący.- Rozłączyłam się. Znów zapanowała cisza, zakłócana tylko odgłosem mamy krzątającej się po kuchni. W czasie rozmowy dostałam SMS-a od Rozy. Treść była krótka: „Zadzwoń”. Zdziwiło mnie to, postanowiłam od razu się do niej zgłosić.
Vi: Witaj Rozalio… Co się stało?
Roz: Właśnie dzwoniła do mnie Peggy. Potwierdziła, że nauczyciele zgodzili się na bal halloweenowy!
Vi: To świetnie!
Roz: I mam do ciebie taką malutka prośbę…
Vi: Niech zgadnę. Czy uszyłabym tobie strój?
Roz: Tak! To znaczy jakbyś była tak miła…
Vi: Oczywiście możesz na mnie liczyć/
Roz: Świetnie! Wpadnę jutro po południu! Mam już głowę pełną pomysłów na kostium dla mnie i dla ciebie…
Vi: Ale chodzi o to że… Mam już plany na jutrzejszy dzień.
Roz: Violka? Czy ja o czymś nie wiem?- W jej głosie było słychać ciekawość.- Jutro masz mi wszystko opowiedzieć! Ale wracając do sprawy… pasuje ci pojutrze? W piątek?
Vi: Tak, pasuje…
Roz: To wspaniale! Dzisiaj Leo zabiera mnie na kolację! Od kiedy Su nas pogodziła zrobił się taki romantyczny! Pa kochanieńka!
Vi: Pa.- Rozłączyłam się i odprężyłam. Ciekawe, jaki strój dla mnie wymyśli. Mam tylko nadzieje, że nie przesadzi z długością kostiumu, a raczej z krótkością. Wyobrażam siebie w różnych kostiumach, które widziałam w Internecie, ale żaden jakoś mi nie pasował. Pewnie Roza będzie miała lepsze pomysły. Porzuciłam te myśli i w wyobraźni stanął przede mną Lysander. Już nie mogę doczekać się tego spotkania. Z tą myślą nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
Obudził mnie rano budzik, kiedy spojrzałam w tamtą stronę zauważyłam, że była przyczepiona do niego kartka. Wzięłam ją w ręce i przeczytałam:
„Musieliśmy wyjechać w sprawach służbowych. Wracamy jutro popołudniu. Żadnych chłopców! Mama”.
To żart? W jakich sprawach służbowych mógł wyjechać weterynarz? Zresztą nieważne, nic mi teraz nie stoi na przeszkodzie spotkania z Lysandrem. Przez cały poranek myślałam tylko o nim, wszystko robiłam automatycznie. Spakowałam się, nawet nie wiem czy czegoś nie zapomniałam. Wciąż z głową w chmurach ruszyłam do szkoły.
???: Violka! Halo Violka, wracaj na ziemię!- Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą w moją stronę Melanię.
Vi: Witaj Melanio, coś się stało?
Mel: Słyszałaś już że szkoła organizuje bal halloweenowy?
Vi: Tak, wczoraj się dowiedziałam.
Mel: Sądzę, że to genialny pomysł! Wyobrażam już sobie te wszystkie dekoracje, kostiumy…- Tu następuje długi monolog, jak będzie przygotowywać imprezę, bo jako przewodnicząca bierze w tym udział.- Violetto… Violka, słuchasz mnie?
Vi: Co? Tak, tak słucham.- Zobaczyłam Rozalię, która właśnie wchodziła do szkoły.- Wybacz Melanio, ale muszę z kimś pomówić. Zobaczymy się później!- Pobiegłam do szkoły, jednak na korytarzu nie spotkałam nikogo, postanowiłam zajrzeć do Sali A.
Ir: Hej Violka, widziałaś może gdzieś Armina?- A po co jej to wiedzieć?

Vi: Nie, dopiero przyszłam i jeszcze nikogo nie udało mi się spotkać.- Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, chciałam się odsunąć, jednak „ktoś” wpadł na mnie z impetem, przez co wylądowałam na podłodze.- Ała! Uważaj trochę!

Wpadłam na pewien ciekawy pomysł na nowe opowiadanie, co byście powiedzieli na opowiadanie oczami... Amber?