31 października 2013

Oczami Violetty cz.12

Chciałabym podziękować dwóm wspaniałym osobą, bo chyba jako jedyne czytają tego bloga xd A chodzi oczywiście o Bellę i Dagmarę. Dziękuję Wam dziewczyny, bez Was nie miałabym dla kogo pisać <3


Szłam tuż obok niego, wchodziliśmy coraz wyżej i wyżej. Co chwilę łapałam się na tym, że zerkam na jego twarz. Po pokonaniu kilkudziesięciu stopni w końcu klatka schodowa skończyła się, a my staliśmy przed starymi metalowymi drzwiami. Riley złapał za klamkę, trochę się siłował aż drzwi stanęły otworem. Puścił mnie przodem i przymknął za nami drzwi. Przede mną roztaczał się wspaniały widok na miasto, widziałam nawet szkołę. Powoli podeszłam do krawędzi dachu, wysokość była oszałamiająca. Kątem oka zobaczyłam jak podchodzi i staje obok mnie.
Ri: I jak? Podoba ci się?
Vi: Tak. Tutaj jest pięknie.- Uśmiechnęłam się. Od jakiegoś czasu robiłam to coraz częściej.
Ri: To moja ulubiona miejscówka.
Vi: Nie dziwie się.- Spojrzałam na niego, a on na mnie. Był naprawdę przystojny. Spuściłam wzrok, by po chwili znów wpatrywać się w horyzont. Riley usiadł, więc postanowiłam zrobić to samo. Siedzieliśmy, nie odzywając się do siebie, patrząc przed siebie. Podskoczyłam gdy usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a. Wyciągnęłam telefon i przeczytałam:
Zbierajcie się gołąbeczki, chyba że wolisz spóźnić się na lekcje. Mi tam nie zależy, ale nie chce cię od razu demoralizować tak do końca. ;d
Kastiel
Vi: Chyba musimy się zbierać.- Nie miałam ochoty iść. Czułam się tu naprawdę świetnie.
Ri: Na to wygląda.- Uśmiechnął się jakoś smutnie. Podniósł się i pomógł mi wstać. Podszedł do drzwi i otworzył je jednym silnym szarpnięciem. Podeszłam do niego, a on znienacka pocałował mnie w policzek.- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. W razie czego…- Wyjął długopis, wziął moją dłoń i nabazgrał na niej jakieś cyferki.- Mój numer. Możesz dzwonić kiedy tylko chcesz.- Zeszliśmy na dół, gdzie czekał już Kastiel.
Kas: Coś się tam zasiedzieliśmy na górze.- Kiedy mówił czuć było od niego alkohol.
Vi: Chodźmy już.- Nadal czułam się nieswojo, po tym co się stało. Kastiel złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą. Ostatni raz odwróciłam się do Rileya i posłałam mu lekki uśmiech. Kastiel szedł coraz szybciej, więc musiałam patrzeć pod nogi. W 5 minut dotarliśmy z powrotem do szkoły. Kiedy wchodziliśmy na dziedziniec, zadzwonił dzwonek.
Kas: Teraz jestem już z Tobą kwita. Nie jestem tobie nic dłużny, tak? Zapomnij o tamtym miejscu. To nie jest dla ciebie, chyba że chcesz się stoczyć, wtedy to proszę bardzo. I jeszcze jedna sprawa. Uważaj na Rileya to straszny kobieciarz.
Vi: I kto to mówi…
Kas: Oddaję ci tylko koleżeńską usługę, informując cię o tym.- Zerknął na moją rękę na której Riley napisał mi swój numer.- Pamiętaj, że masz chłopaka, mojego kumpla. Lysander zna się z Rileyem i pewnie będzie wściekły że cię tam zaprowadziłem. Nie mów mu ani słowa, gdzie byłaś. Zmyśl coś.- W końcu puścił moją rękę i poszedł w stronę sali gimnastycznej. Stałam jeszcze chwilę wpatrując się w drzwi, za którymi przed chwilą zniknął. Ocknęłam się i ruszyłam biegiem do klasy.
Reszta dnia minęła mi spokojnie. Nie mogłam jednak przestać myśleć o Riley’u. Przepisałam jego numer do zeszytu, a z ręki starłam. Nauczyciele nie zwracali na mnie uwagi, bo często zdarzało mi się wyłączać. Kiedy wyszłam na dziedziniec, jak przez mgłę doszło do mnie, że ktoś mnie woła. Obejrzałam się goniła mnie Rozalia. No tak, zapomniałam że jej szukałam.
Roz: Violka! Mogłabyś łaskawie zaczekać na mnie?!- Zatrzymałam się i poczekałam aż mnie dogoni. Kiedy była już obok mnie, ruszyłyśmy dalej ramię w ramię.- Czemu jesteś dzisiaj taka zamyślona?
Vi: Mam o czym myśleć.
Roz: Wiesz… Naprawdę mi przykro że to tak wyszło… Uwierz, nie chcieliśmy…- O czym ona w ogóle do mnie mówiła? A no tak, myśli że jestem na nią zła za to co się stało w piwnicy. Kiedy to później spotkałam Kastiela, a on zaprowadził mnie do tego budynku i poznałam Rileya…
Roz: Violka! Czy mogłabyś się na chwilę skupić?
Vi: Co? Słucham cię przecież.
Roz: To co powiedziałam?
Vi: Dobra, nie słuchałam. Czy mogłabyś powtórzyć?- Zrobiłam do niej maślane oczka. Roza wywróciła oczami. Mina kota ze Shreka zawsze na nią działa.
Roz: Najpierw mówiłam o strojach na bal haloweenowy. Później spytałam się czy potrzebujesz pomocy w wyborze ubrań.
Vi: Czemu miałabyś mi pomagać?
Roz: Przypominam ci, że jesteś umówiona dzisiaj na randkę z Lysandrem.- O Boże. Całkiem wypadło mi to z głowy.
Vi: To nie jest randka.
Roz: Kochana… Jesteście parą, więc każde wasze spotkanie można nazwać randką. To jak, pomóc ci?
Vi: Gdybyś mogła…
Roz: Oh! Mam już w głowie gotowy strój! Oczywiście nie obędzie się bez zrobienia porządnej fryzury!- Wtedy przestałam ją słuchać, tylko że tym razem specjalnie. Nie obchodzi mnie jak to zrobi, ważne jakie efekty umie osiągnąć. Zauważyłam że dziewczyny ze szkoły są straszliwie gadatliwe. Później monolog Rozalii zszedł na niezbyt ważne tematy i mogłam się włączyć. Po jakiś 20 minutach doszliśmy do mojego domu. Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi.
Roz: Nie ma twoich rodziców?
Vi: Nie. Wyjechali w jakiś sprawach służbowych.
Roz: W jakich sprawach służbowych mogło wyjechać dwóch weterynarzy?
Vi: Zadaję sobie to samo pytanie.- Roza skierowała się do mojego pokoju i zaczęła przekopywać ubrania w celu znalezienia tego, które widziała w swojej wizji.
Roz: Wyjdź z pokoju.
Vi: Ale…
Roz: Wyjdź. Chce zobaczyć twoją minę, kiedy zobaczysz całość.- Spojrzała na mnie z uśmiechem i wróciła do świata ubrań. Wycofałam się i zamknęłam drzwi. Muszę jej zaufać, nie ma innego sposobu. Zeszłam na dół i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Nie znalazłam niczego, co by mnie zainteresowało. Wyłączyłam TV i wyszłam na podwórko. Podeszłam do kojca. Były tam małe psiaki. Kundelki. Jeden czarny z brązowymi łapami i pyskiem, a drugi cały jasnobrązowy. Otworzyłam furtkę i weszłam do nich. Kucnęłam, żeby je pogłaskać, a one same wciskały swoje głowy w moje ręce.
Roz: Myślałam, że nie masz zwierząt.
Vi: Bo nie mam.
Roz: A te to co?
Vi: Rodzice, czasem przywożą tu zwierzęta, gdy brakuje miejsca w schronisku. A jak tam mój strój?- Wstałam powoli. Psy kręciły mi się wokół nóg i skakały na nie. O mało mnie nie przewróciły. Jakoś udało mi się wyjść, pozostawiając je w środku. Pogłaskałam je jeszcze przez płot i weszłam za Rozalią do domu.
Roz: Jest gotowy. Mam nadzieję, że ci się spodoba.- Tuż przed moim pokojem zasłoniła mi oczy i wprowadziła tam.- Ta dam!- Zabrała ręce, a ja ujrzałam przed sobą piękną różową sukienkę.
Vi: Roza… Ona jest cudowna, skąd ją wytrzasnęłaś?
Roz: Z twojej szafy, kiedyś ci ją kupiłam, gdy byliśmy razem na zakupach.- Przebrałam się w sukienkę, a Roza założyła mi różne bransoletki, a na szyję kolorowy naszyjnik, jednak z przewagą fioletu.- Podkreśli twoje oczy. Teraz czas na fryzurę i makijaż. Zaprowadziła mnie do łazienki i posadziła przed lustrem. Zaczęła grzebać w moich kosmetykach.- Kobieto! Tutaj praktycznie nic nie ma, następnym razem biorę cię na zakup jakiś kosmetyków. Zaraz wracam!- Pobiegła do przedpokoju i wróciła ze swoją kosmetyczką. Chyba musiała ją mieć w szkole. Usiadła przede mną i wyciągała i używała po kolei większości kosmetyków. Po 10 strasznie dłużących się minutach, w końcu odsunęła się i zobaczyłam całkowicie inną osobę. Dotknęłam policzka, żeby się upewnić, że to na pewno ja.
Roz: I jak? Podoba się?
Vi: Roza… Jesteś niesamowita! Dziękuję!- Przytuliłam ją, a ona zrobiła to samo. Po chwili usłyszałyśmy pukanie do drzwi.
Roz: To pewnie twój książę w lśniącej zbroi.- Ruszyłyśmy do wyjścia. Rozalia podała mi jeszcze czarne baleriny i otworzyła drzwi.
Lys: Dzień do… Roza? Co ty tu robisz?
Roz: Właśnie wychodzę, życzę miłego wieczoru. Leo w domu?
Lys: Nigdzie się dzisiaj nie wybiera.
Roz: Znakomicie.- Uraczyła mnie uśmiechem i wyszła, ba, wybiegła w podskokach, jak sądzę do Leo. Podeszłam do wyjścia, gdzie mogłam zobaczyć Lysandra. Stał w czarnym smokingu z bukietem czerwonych róż.
Lys: Piękne kwiaty, dla pięknej dziewczyny.- Podał mi kwiaty i cmoknął w policzek. W ten sam policzek co tylko kilka godzin temu Riley.
Vi: Dziękuję.- Wzięłam kwiaty trochę sztucznie i poszłam poszukać wazonu. Po chwili wróciłam gotowa do wyjścia.- Idziemy?
Lys: Jedziemy. Leo zgodził się pożyczyć mi samochód.- Wyszłam za nim, na chwilę zatrzymując się żeby zamknąć drzwi. Lysander otworzył mi drzwi od strony pasażera, a kiedy wsiadłam zamknął je i usiadł za kierownicą. Ruszyliśmy pomału drogą.
Vi: Dokąd jedziemy?- Uśmiechnął się tajemniczo.
Lys: To niespodzianka.

Violka w sukience xd

26 października 2013

Oczami Violetty cz.11

???: A!- Wyciągnęłam telefon i poświęciłam w tamtą stronę. Ujrzałam Rozę i Tobiasa, którzy nadal próbowali chować się za pudłami.
Vi: Co wy tu robicie?- Spojrzeli na mnie jednocześnie. Wyglądali na zawiedzionych, że odkryłam ich kryjówkę.
Roz: Eh…- Popchnęła lekko Tobiasa, jednak on stracił równowagę i wylądował na podłodze.- To twoja wina że nas zobaczyła! Nie trzeba się było wychylać!- Zwróciła się z powrotem do mnie.- Chcieliśmy się upewnić, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.
Vi: J… Jakim planem? Niech ktoś mi wyjaśni o co chodzi!- Spojrzałam z wyrzutem na Lysandra. Podniósł szybko ręce.
Lys: Ja nic o tym nie wiedziałem. Znaczy… Poprosiłem ich żeby nie wpuszczali nikogo do piwnicy. Ich też miało nie być.
Roz: No ale musieliśmy się dowiedzieć co planuje! Nie umiem pomagać ludziom, jeśli wszystkiego nie wiem…
Vi: Eh… Mam nadzieje że po południu nie będzie takich niespodzianek.
???: Po południu?- Rozejrzałam się wokół. Czemu tu musi być tak ciemno?!
Vi: Kto to powiedział?!- Zaczynałam tracić kontrolę nad własnym ciałem. Ręce trzęsły mi się. W pole mojej widoczności wszedł Alexy.- Kto tu jeszcze jest?
Alx: Nikt… Chyba.
Vi: Poddaje się. Wszyscy wypad. Sio mi stąd!- Straciłam nad sobą kontrolę. Teraz trzęsłam się cała. Patrzyłam na wszystkich najgorszym spojrzeniem na jakie było mnie stać. Po kolei ulatniali się z piwnicy, aż zostałam tylko z Lysandrem. Powoli emocje ulatniały się ze mnie. Usiadłam na podłodze i schował twarz w dłoniach.
Lys: Przepraszam cie za nich… Wszystko dobrze?
Vi: T… Tak, muszę tylko chwilkę odetchnąć.- Przez palce widziałam jak siada naprzeciwko mnie. Chwilę siedzieliśmy w całkowitej ciszy, którą przerwał dzwonek. Prawie zapomniałam że jesteśmy w szkole.
Lys: Idziemy?
Vi: Idź. Ja… Ja muszę… Potrzebuję jeszcze trochę czasu.- Podniósł się z ziemi, jednak widocznie jeszcze się wahał.
Lys: Na pewno chcesz zostać sama?
Vi: Tak. Nic mi się nie stanie.- Uśmiechnęłam się blado. Lysio odwzajemnił uśmiech, a po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Odprężyłam się. Wróć. Dźwięk zamykanych drzwi?! Te drzwi można otworzyć przecież tylko od zewnątrz, no chyba że ma się klucz. Ale oczywiście ja nie posiadam takie klucza.- Super. Zostałam zamknięta na 45 minut w małym, ciemnym pomieszczeniu. Na dodatek zaczęłam gadać do siebie. To podobno pierwszy krok do szaleństwa.
???: A raczej do głupoty. Radzę ci uważaj, bo będziemy mieli drugą Su.
Vi: Kto tu jest?- Nagle znikąd zmaterializował się przede mną Kastiel. Tylko jego tu brakowało.
Kas: Zastanawiałem się, czemu wszyscy wchodzili do piwnicy. Postanowiłem to sprawdzić.- Detektyw się znalazł.- W sumie nieźle się naśmiałem przy finale.- Uśmiechnął się w ten swój cyniczny sposób. Nigdy za nim nie przepadałam, ale cóż, kolega z klasy.
Vi: A jak tam czuję się twój pies?
Kas: Dużo lepiej. Dzięki że to załatwiłaś.
Vi: Nie ma sprawy… Umiesz otworzyć te drzwi.
Kas: Pff… To banalnie łatwe.- Podszedł do drzwi i zaczął coś majstrować przy klamce. Kilka razy kopnął w drzwi i przeklinał, ale w końcu wyjście stało otworem.- Panie przodem.- Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam przed siebie.
Vi: Wybierasz się na lekcje?
Kas: Nie… Tobie też radze nie iść, teraz matma.- Odwrócił się i poszedł w stronę dziedzińca
Vi: Poczekaj! Idę z tobą.- Dogoniłam go szybko i zrównałam krok.- Więc… Gdzie idziemy?
Kas: Hm… To będzie taka mała niespodzianka. Za pomoc, no wiesz, nie lubię być dłużny ludziom.- Przyśpieszył kroku. Praktycznie biegłam u jego boku. Ale w sumie nie przeszkadzało mi to, ciekawość zżerała mnie od środka. Biegliśmy ulicami, coraz dalej od szkoły. Nagle zatrzymał się przy jakimś starym i wysokim budynku.
Kas: Jesteśmy na miejscu.
Vi: Co jest w środku?- Zaczęłam odczuwać strach.
Kas: Zobaczysz.- Znów uśmiechnął się w ten swój kpiący sposób. Ruszył do wejścia budynku, a ja chcąc, nie chcąc poszłam za nim. Nie wiedziałam nawet jak wrócić powrotem do szkoły. Weszłam przez drzwi za którymi przed chwilą zniknął Kastiel. Znalazłam się w obszernym pomieszczeniu. Stały tu dwie kanapy z wystającymi sprężynami, zajęte przez nieznanych mi chłopaków. Było tu jeszcze kilka stolików, a na każdym kilka butelek ze złotym płynem. Oczami szukałam czerwonowłosego. Zauważyłam go na drugim końcu pomieszczenia, rozmawiał z jakiś chłopakiem. Miał czarne, sterczące włosy. Wyglądał na jakieś 17 lat i był dość wysoki. Nawet niezły z niego przystojniak. Wróć! Violka, chłopak twoich marzeń wyznał ci dzisiaj miłość, a ty będziesz za innymi będziesz się oglądała? Opanuj się.
Kas: Violka! Podejdź tu!- Żeby do niego podejść musiałam przejść przez sam środek Sali. Czułam że wszyscy wpatrują się we mnie. W końcu stałam przy Kastielu i mogłam przyjrzeć się nieznajomemu.- Violka, a więc to tutaj spędzam większość czasu, gdy nie ma mnie w szkole. Ale nie o tym. Poznaj proszę to mój kolega Riley.
Vi: Mi… Miło mi cię poznać.- Uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam.
Ri: Mi również.- Odwzajemnił uśmiech i uścisnął mi dłoń.

Dagmaro, mam nadzieję że prawa do tego imienia nie były zastrzeżone. Jeśli tak, to mogę je zmienić na inne ;)
Po prostu kocham to imię *-*

21 października 2013

Oczami Violetty cz.10

Wprowadziłam pewne zmiany. Teraz można komentować również anonimowo ;)

???: Sorka, nie zauważyłem cię.- Chłopak o czarnych włosach podał mi dłoń i pomógł wstać.
Vi: Następnym razem bardziej uważaj.- Uśmiechnęłam się leciutko.
Ar: Oczywiście.- Uśmiechnął się również tylko że bardzo szeroko, teraz jeszcze bardziej przypominał mi brata.
Ir: Ekhem…- Irys głośno odrząknęła przypominając o swojej obecności. Zignorowałam ją.
Vi: Armin… Widziałeś Rozę lub Lysandra?
Ar: Lysander? Który to?
Vi: To ten z białymi włosami i dwukolorowymi oczami.- Armin złapał się za podbródek i zaczął go pocierać. Wyglądało to dość zabawnie.
Ar: Nie… Nie widziałem go dzisiaj. Roza to ta z białymi włosami, tak? Hm… Mijałem ją, wchodziła do klasy B.
Vi: Dzięki ci Armin. A właśnie! Irys cię szukała.-Armin spojrzał na nią z zaciekawieniem, a ona przybrała na twarzy kolor swoich włosów.
Ar: O co chodzi?
Ir: Cóż… No wiesz… Chodzi o to że…- Patrzyłam na tą scenę z rozbawieniem. Wypowiedziałam o wiele więcej słów niż gadatliwa zazwyczaj Irys. Jednak nie było mi dane nacieszyć się tym widokiem, musiałam poszukać Rozy. Wyszłam po cichu z sali, zamykając za sobą drzwi. W myślach życzyłam Irys szczęścia. Ruszyłam przed siebie, jednak zaraz zatrzymała mnie su.
Su: Co sądzisz o zbliżającym się balu halloweenowym?- Zawsze gdy coś się dzieje musi wypytać każdego, co ma do powiedzenia w tej sprawie. Zawsze.
Vi: Sądzę że to może być coś ciekawego.
Su: Masz już jakiś pomysł na kostium?
Vi: Jeszcze nie.- Chciałam jak najszybciej skończyć ta rozmowę.
Su: A. Ja też nie. Nie powiem jej że mam świetny pomysł.
B. Powiem prawdę. Mam fantastyczny pomysł na kostium!- Nie wytrzymałam i strzeliłam facepalma.
Vi: Su… Znów myślisz na głos.
Su: Ups…- Szybko ulotniła się na dziedziniec. Cóż, przynajmniej mam ją z głowy. Gdzie ja to szłam…? A racja! Sala B. Ruszyłam znów szybkim krokiem. Na szczęście nikt mnie już nie zaczepiał. Weszłam do klasy i zobaczyłam rozmawiających Nataniela i Lysandra. Nie zauważyli mojej obecności. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ani śladu Rozy. Postanowiłam wycofać się, ale wtedy zobaczyli że nie są sami.
Lys: Violka poczekaj… Mam pewną sprawę do ciebie.
Vi: O… O co chodzi?- Mimowolnie spojrzałam na Nataniela, który wyglądał jakby nie zamierzał wyjść. Lysander także na niego spojrzał, w końcu chyba zrozumiał.
Nat: Właśnie sobie przypomniałem, że Melania potrzebowała mojej pomocy w organizacji balu, to na razie!- Przechodząc obok mnie, rzucił mi szybkie spojrzenie i wyszedł na korytarz. Zostaliśmy sami.
Lys: Chodź ze mną.- Chwycił mnie za rękę i zaciągnął za sobą do piwnicy. Po drodze nie widziałam nikogo. Dziwnie bym się czuła gdyby ktoś nas zobaczył.
Vi: O co chodzi?- Ponowiłam pytanie, jednak nadal pozostało bez odpowiedzi. Posadził mnie na krześle, a sam zajął miejsce naprzeciwko mnie. Podał mi swój notatnik.
Lys: Napisałem coś dla ciebie.- Uśmiechnął się delikatnie i popatrzył mi w oczy. Zaczął śpiewać (link do piosenki àhttp://www.youtube.com/watch?v=yfoh1Kljf5Q)
She takes my breath away,
She’s got me calling everyday
I can’t seem to get enough,

Could this be love?

Staying up ‘till late at night
Watching the stars burst into light 
Watch moves all the time
And we can’t get enough 

I’d jump out of a plane, 
Write your name in the sky 
You’re shaking my life up

Could this be love?
I’m feeling drifting up 
On the ceiling with your touch
Could this be love, love, love?
‘Cause when we kiss
My heart drops like a bomb
I’m in pieces when you’re gone 
Could this be love? 

Sat in bed, we’re on the phone 
Her voice is sweet, she doesn’t know 
Could stay awake for all night long, 
Could this be love? 

Walk together through the night 
The sky is clear, the stars are bright 
I kiss her lips and hold her tight 
Is there enough? 
Let’s take a chance on this time 
To be the best of our lives 
I think you already know
Chyba zaraz zwariuję. On naprawdę kierował tą piosenkę do mnie? Czuję że się rozpływam, to jest jak sen. Zabrał mi notatnik i położył na stoliku obok. Złapał mnie delikatnie za ręce i wpatrywał się w moje oczy, a ja w jego.
Lys: Chyba… się w tobie zakochałem.- Cichutko powiedział nie przestając wpatrywać się w moje oczy. Nagle usłyszałam hałas przewalanych pudeł. Podskoczyłam przestraszona, spojrzałam w tamtą stronę i ujrzał dwie ciemne sylwetki.
???: Ała, mówiłem żebyś uważał!
Tłumaczenie piosenki :D
Zapiera dech w piersiach ,
Dzwoni codziennie I to wydaje się niewystarczające 
Czy to jest miłość ?



Zostaje do późnej nocy 
Oglądając gwiazdy rozrywane w świetle 
Oglądając filmy cały czas
To nie jest wystarczające 




Chciałbym zaskoczyć ze swej planety 
Napisać twoje imię na niebie 
Jesteś drżeniem mego życia 
Cz to jest miłość ?




Czuje się jak bym dryfował do góry 
Prze twój dotyk dotykam sufitu
 Czy to jest miłość ,miłość ,miłość ?
Bo kiedy się całujemy
Moje serce spada jak bomba 
Jestem w kawałkach kiedy odchodzisz
Czy to jest miłość ?




Siedziałem na łóżku ,
kiedy rozmawialiśmy przez telefon 
Jej głos jest słodki , 
ale ona o tym nie wie 
Starając się zasnąć całą noc 
Czy to jest miłość ?




Iść razem poprzez noc
Kiedy niebo jest czyste i gwiazdy są jasne
Całuje jej usta i trzymam ją mocno 
Czy to wystarczy ?




To może byś szansa naszego życia 

Myślę , że już wiesz


Spróbujmy tym razem 


Zakochałam się w tej piosence <3 Mam już pewien pomysł na bal, a na razie muszę wracać do nauki >.> Na co mi był ten konkurs, teraz codziennie muszę wkuwać xd

12 października 2013

Oczami Violetty cz.9

Odskoczyliśmy od siebie. W drzwiach stała moja mama.
Vi: M… Mamo, kiedy wróciłaś?
Ma: Przed chwilą.- Spojrzała groźnie na Lysandra.- Nie sądzisz, że trochę późno na odwiedziny? Jutro macie szkołę.
Lys: Ma pani absolutną rację. Natychmiast więc opuszczę państwa dom.- Nabazgrał coś szybko na kartce i wyszedł. Mama popatrzyła na mnie uważnie, ale po chwili też wyszła. Aż boję się, co ona sobie wyobraziła. Położyłam się na łóżku i delikatnie rozwinęłam kartkę, na której było napisane:
„Jutro, o 16 u mnie. Wymyśl jakąś wymówkę. Czekam na SMS-a z odpowiedzią ;)”
Uśmiechnęłam się do siebie i natychmiast zgodziłam się na spotkanie. Byłam taka szczęśliwa, że postanowiłam do kogoś zadzwonić. Padło na Tobiasa.
To: Halo?
Vi: Hej Tobias, masz chwilkę?
To: Violka? O co chodzi?- Usłyszałam też kogoś innego.
???: Tobias, wracaj do mnie!
Vi: Chciałam pogadać… Ale słyszę, że jesteś zajęty.- Parsknęłam śmiechem, jednak w głosie Tobiasa nie było miejsca na żarty.
To: Tej rozmowy nie było, a ty nic nie słyszałaś, jasne?
Vi: Oczywiście, a teraz nie będę wam przeszkadzać…
???: Tobias! Ile mam czekać?!
Vi: To na razie Tobias… I Alexy.
To: Skąd ty…?
Vi: Głośnomówiący.- Rozłączyłam się. Znów zapanowała cisza, zakłócana tylko odgłosem mamy krzątającej się po kuchni. W czasie rozmowy dostałam SMS-a od Rozy. Treść była krótka: „Zadzwoń”. Zdziwiło mnie to, postanowiłam od razu się do niej zgłosić.
Vi: Witaj Rozalio… Co się stało?
Roz: Właśnie dzwoniła do mnie Peggy. Potwierdziła, że nauczyciele zgodzili się na bal halloweenowy!
Vi: To świetnie!
Roz: I mam do ciebie taką malutka prośbę…
Vi: Niech zgadnę. Czy uszyłabym tobie strój?
Roz: Tak! To znaczy jakbyś była tak miła…
Vi: Oczywiście możesz na mnie liczyć/
Roz: Świetnie! Wpadnę jutro po południu! Mam już głowę pełną pomysłów na kostium dla mnie i dla ciebie…
Vi: Ale chodzi o to że… Mam już plany na jutrzejszy dzień.
Roz: Violka? Czy ja o czymś nie wiem?- W jej głosie było słychać ciekawość.- Jutro masz mi wszystko opowiedzieć! Ale wracając do sprawy… pasuje ci pojutrze? W piątek?
Vi: Tak, pasuje…
Roz: To wspaniale! Dzisiaj Leo zabiera mnie na kolację! Od kiedy Su nas pogodziła zrobił się taki romantyczny! Pa kochanieńka!
Vi: Pa.- Rozłączyłam się i odprężyłam. Ciekawe, jaki strój dla mnie wymyśli. Mam tylko nadzieje, że nie przesadzi z długością kostiumu, a raczej z krótkością. Wyobrażam siebie w różnych kostiumach, które widziałam w Internecie, ale żaden jakoś mi nie pasował. Pewnie Roza będzie miała lepsze pomysły. Porzuciłam te myśli i w wyobraźni stanął przede mną Lysander. Już nie mogę doczekać się tego spotkania. Z tą myślą nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
Obudził mnie rano budzik, kiedy spojrzałam w tamtą stronę zauważyłam, że była przyczepiona do niego kartka. Wzięłam ją w ręce i przeczytałam:
„Musieliśmy wyjechać w sprawach służbowych. Wracamy jutro popołudniu. Żadnych chłopców! Mama”.
To żart? W jakich sprawach służbowych mógł wyjechać weterynarz? Zresztą nieważne, nic mi teraz nie stoi na przeszkodzie spotkania z Lysandrem. Przez cały poranek myślałam tylko o nim, wszystko robiłam automatycznie. Spakowałam się, nawet nie wiem czy czegoś nie zapomniałam. Wciąż z głową w chmurach ruszyłam do szkoły.
???: Violka! Halo Violka, wracaj na ziemię!- Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącą w moją stronę Melanię.
Vi: Witaj Melanio, coś się stało?
Mel: Słyszałaś już że szkoła organizuje bal halloweenowy?
Vi: Tak, wczoraj się dowiedziałam.
Mel: Sądzę, że to genialny pomysł! Wyobrażam już sobie te wszystkie dekoracje, kostiumy…- Tu następuje długi monolog, jak będzie przygotowywać imprezę, bo jako przewodnicząca bierze w tym udział.- Violetto… Violka, słuchasz mnie?
Vi: Co? Tak, tak słucham.- Zobaczyłam Rozalię, która właśnie wchodziła do szkoły.- Wybacz Melanio, ale muszę z kimś pomówić. Zobaczymy się później!- Pobiegłam do szkoły, jednak na korytarzu nie spotkałam nikogo, postanowiłam zajrzeć do Sali A.
Ir: Hej Violka, widziałaś może gdzieś Armina?- A po co jej to wiedzieć?

Vi: Nie, dopiero przyszłam i jeszcze nikogo nie udało mi się spotkać.- Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, chciałam się odsunąć, jednak „ktoś” wpadł na mnie z impetem, przez co wylądowałam na podłodze.- Ała! Uważaj trochę!

Wpadłam na pewien ciekawy pomysł na nowe opowiadanie, co byście powiedzieli na opowiadanie oczami... Amber?

28 września 2013

Ask :D

Cóż... Postanowiłam założyć sobie aska, czekam więc na wszystkie wasze pytania. Z chęcią na nie odpowiem! ;P
 http://ask.fm/Slotkasasa <-- link ;]
P.S. Jestem w trakcie pisania 9 części, więc powinna ukazać się niedługo ;]

27 września 2013

Oczami Violetty cz.8

Alx: Eh… Nie odpuścisz co?
Vi: Proszę… Chce wiedzieć.- Patrzyłam na nich błagalnie. Alexy spojrzał na Tobiasa, który kiwnął tylko smutno głową. Naprawdę pasowała mu ta koszula.
Alx: Ok., wygrałaś. Powiemy ci, ale nie tutaj… Może chodźmy do tej knajpy co wczoraj.
Vi: Dobrze…- Poszliśmy więc do tej restauracji. Tobias przez całą drogę wyglądał na załamanego. Usiedliśmy przy stoliku i zamówiliśmy jedzenie. Kiedy kelnerka odeszła, spojrzałam na chłopców wyczekująco.
Alx: Jak sądzę to mi przypadnie opowiedzenie tej historii… Na początku musisz wiedzieć że… Jestem gejem.- Zamurowało mnie. Ale jak to? I czemu to jest tak ważne dla historii? W mojej głowie pojawiły się podejrzane obrazki. Było aż tak widoczne to, że się zacięłam, że Alexy machał mi rękami przed twarzą, żebym się ocknęła.- Żyjesz?
Vi: Tak… Przepraszam ale to dla mnie lekki szok.
To: W takim razie lepiej siedź… Bo ja też jestem… Homo.- Tutaj nie było u mnie wielkiego zdziwienia. Podejrzewałam to już od dawna.
Vi: Wiedziałam.- Teraz to Tobias zrobił wielkie oczy. Zaciął się. Alexy potrząsnął nim i dopiero to podziałało.
To: Ale… Ale jak to?
Vi: W sumie to bardziej podejrzewałam… Na przykład to że nie miałeś dziewczyny i oglądałeś się za chłopakami.- Alexy wybuchnął śmiechem, jednocześnie opluwając wszystko colą, którą pił.
Alx: Więc skoro już to sobie wyjaśniliśmy.-Nadal chichotał pod nosem.- To możemy wrócić do historii… Poznaliśmy się jakiś miesiąc temu w Internecie, na pewnej stronie. Dużo rozmawialiśmy, ale nie mieliśmy jak się spotkać. Wyobraź sobie jak bardzo się ucieszyłem, gdy go dzisiaj zobaczyłem, jednak żeby nikt się nie dowiedział, udawaliśmy że się nie znamy. Kiedy poszliśmy do ogrodu, mogliśmy w końcu wyrazić naszą radość. Przytulaliśmy się… I dostałem nawet buziaka.- Na chwilę uśmiechnął się, zaraz jednak spoważniał.- Obiecaliśmy sobie że nikt się nie dowie… Nikogo tam nie było…
Vi: Możecie być spokojni, ja nikomu nie powiem.
Alx: To wiemy… Ale czy Lysander nikomu nie powie?- Tobias złapał za rękę Alexego i ścisnął ją. Musze się jeszcze do tego przyzwyczaić.
Vi: Jestem pewna że nie powie nikomu. Nawet mi nie chciał powiedzieć.
To: Ale… Czy mogłabyś się upewnić?- Patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
Vi: Czyli chcecie… Żebym umówiła się z Lysandrem i pogadała z nim o waszej sprawie?- Jednocześnie przytaknęli z dziwnymi uśmiechami.
Alx: Ale wiesz… To już bardziej chodzi o tą pierwszą część niż o drugą.- Spojrzałam na nich podejrzliwie.
Vi: Co wy kombinujecie?
To: Jestem tu dopiero jeden dzień, nawet niecały i widzę jak na niego patrzysz. Wyciągaj telefon i napisz do niego!
Vi: Ale… co mam napisać?
To: Bądź spontaniczna!
Vi: Eh… Ok., spróbuję.- Szybko napisałam wiadomość. Po chwili doszło do mnie to co zrobiłam. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie. Uśmiechnęłam się.- Zgodził się.- Chłopcy wyszczerzyli zęby.
Alx: Nam zawsze trzeba wierzyć… A co napisałaś?
Vi: Napisałam że…- Kelnerka podała nam w końcu jedzenie i odeszła szybkim krokiem. Czy ja jej skąś nie znam?
To: To co napisałaś?
Vi: Że potrzebuję pomocy… W wyborze ubrań.
To: A o której ma wpaść?- Spojrzałam na wiadomość.
Vi: O 16.
Alx: Wiesz… Powinnaś się pośpieszyć bo jest już 15:30.
Vi: Co?!- Wstałam z krzesła, pocałowałam chłopaków w policzki i praktycznie wybiegłam stamtąd. Może pojadę autobusem? Do domu dotarłam po jakiś 10 minutach. Rodziców nie ma co dość ułatwia sprawę. Szybko uczesałam się i założyłam czarne baleriny. Postanowiłam zostać w sukience od Alexa. Usiadłam na kanapie czekając aż zjawi się Lysio. Tak właściwie, to co zamierzam zrobić? Nie mam żadnego pomysłu, więc będę improwizować. Muszę sobie przyznać, że nie najlepiej mi to wychodzi. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Natychmiast poderwałam się z miejsca i ruszyłam do wejścia. Otworzyłam drzwi i tak jak wczoraj ujrzałam w nich Lysandra.
Vi: Proszę, wejdź.- Zamknęłam za nim drzwi i poprowadziłam do mojego pokoju. Podszedł od razu do mojej szafy. No tak, w końcu o to go prosiłam. Co mówił Tobias? Bądź spontaniczna. Jakby to było takie łatwe.
Lys: Więc, jaka okazja?
Vi: Co?- Spojrzałam na niego zaskoczona. Wyrwał mnie z zamyślenia i nie rozumiałam, o co mu chodziło.
Lys: Ostatnio kiedy mnie potrzebowałaś szłaś na zakupy z Alexym. Dlatego pytam, gdzie teraz idziesz.- Patrzyłam w jego dwu-kolorowe oczy. Kłamać czy mówić prawdę?
Vi: Ni… Nigdzie nie idę.- Lysander uśmiechnął się delikatnie i usiadł obok mnie na łóżku.
Lys: Więc… Po co mnie wezwałaś?- Patrzyłam się w podłogę, gdy poczułam jak palcami podnosi mi brodę. Teraz patrzyłam mu w oczy.
Vi: Ch… Chciałam cię po prostu spotkać.- Widziałam w jego oczach, które przybliżały się do mnie coraz bardziej. Czuję, że to jest to czego pragnę, spełnienie wszystkich marzeń. Byliśmy od siebie kilka centymetrów, było tak blisko.
???: Violetto?!

Nie dacie się zaskoczyć co? >.>

26 września 2013

Oczami Violetty cz.7

Vi: No jestem tutaj… Coś się stało?
Alx: Mam dla ciebie cztery świetne wiadomości!
Vi: Zamieniam się w słuch.- Kątem oka widziałam jak Lysander chowa notatnik do plecaka i wychodzi.
Alx: Pierwsza…. Dalsze lekcje są dzisiaj odwołane!
Vi: To super. Jaka jest druga wiadomość?
Alx: Hm… To w sumie propozycja. Razem z Tobiasem chcemy zabrać cię na shopping!- Uśmiechnął się szeroko.- To jak? Idziesz?
Vi: Chyba nie mam wyjścia.
Alx: Owszem nie masz.- Do Sali wszedł Tobias, pokazał mi żebym była cicho.- Trzecia to, to że Armin znalazł kredki o które prosiłaś!
Vi: To jaka jest czwarta wiadomość?- Obserwowałam jak Tobias po cichu zbliża się do Alexego.
Alx: No więc… Dostałem wczoraj kieszonkowe, więc możesz liczyć, że będę sponsorem.- Podskoczył ze szczęścia, cofając się o krok, jednocześnie wpadając na Tobiasa, przez co obaj wylądowali na ziemi. Podbiegłam do nich, śmiejąc się pod nosem, żeby im pomóc, ale oni zamiast wstać pociągnęli mnie tak, że wylądowałam na nich. Śmialiśmy się dobre 5 minut, pierwszy odezwał się Tobias.
To: Ale wiecie… Moglibyście ze mnie zejść? Trochę ciężcy jesteście.- Chichocząc pod nosem podniosłam się, a za mną Alexy i Tobias.
Vi: To o której idziemy do sklepu?
Alx: Oczywiście że teraz! Nie ma czasu do stracenia.- Złapali mnie z dwóch stron, idąc tak szybko że prawie ciągnęli mnie za sobą. Alexy dużo opowiadał o sklepach i kazał mi przymierzyć z 50 sukienek, za każdym razem mówiąc z poważną miną: „ Ja płacę, ja żądam”, po czym wciskał mi kolejne sukienki. Chłopcy też nie próżnowali, przymierzali tyle, co ja, a nawet więcej. W jednym sklepie zobaczyłam piękne srebrne bransoletki i pokazał je chłopakom.
Alx: Hm… Mam pewien pomysł. Poczekajcie na mnie przed sklepem.- Wziął trzy bransoletki i ruszył do kas. My zgodnie z jego prośbą usiedliśmy na ławce, kawałek od wejścia.
To: Więc… Co sądzisz o Alexym?
Vi: Co o nim sądzę? Hm… Jest miły, ma duże poczucie humoru… Jest bardzo sympatyczny, jak ty. Pasujecie do siebie jak dwie krople wody. Dwie zwariowane krople.
To: Też tak sądzę.- Uśmiechnął się jakoś dziwnie i zapatrzył w ścianę. Pomyślałam znów o tym co mówił mi Lysander, postanowiłam trochę wypytać Tobiasa. Szturchnęłam go w ramię, żeby powrócił do rzeczywistości.
To: Co jest?- Nagle miałam pustkę w głowie. Co ja miałam powiedzieć? Byłoby łatwiej myśleć gdyby nie patrzył na mnie tak wyczekująco! Wiem! Ale jak ja mam go o to spytać?
Vi: Bo wiesz… Lysio… To jest Lysander… Mówił mi że… Widział ogród w was… To znaczy was w ogrodzie… Podobno to ważne… No powiedz coś…
To: Widział nas w ogrodzie?- Tobias zrobił wielkie oczy, a potem schował twarz w rękach.- Tam przecież nikogo nie było… Co ci powiedział?- Byłam zaskoczona jego zachowaniem.
Vi: Powiedział mi tylko… że was widział.- Wtedy ze sklepu z wielkim uśmiechem wyszedł Alexy trzymając trzy torby. Rozglądał się za nami i kiedy znalazł zaczął iść ku nam. Z każdym krokiem jego mina coraz bardziej rzedła. Stanął przed nami patrząc to na mnie to na Tobiasa.
Alx: Co się stało?
To: Lysander nas widział.- Podniósł głowę i spojrzał na Alexego.- W ogrodzie.
Alx: Czy… Czy ona już wie?- Ale co mam wiedzieć?!
To: Nie… Pan Wiktorianin zostawił to nam.- Zaraz coś mnie trafi. Czemu oni mają przede mną tyle tajemnic?
Alx: Eh… Porzućmy na razie ten temat. Mam coś… Na pamiątkę.- Sięgnął do torby i wyjął te trzy bransoletki które mu pokazywałam. Rozdał po jednej.- Na znak wiecznej, niezniszczalnej przyjaźni.- To było naprawdę słodkie. Tobias uśmiechnął się słabo, jednak wyraźnie był w lepszym nastroju niż przed chwilą.
Alx: Ale to jeszcze nie koniec! Zacznę od ciebie Violka.- Ponownie włożył rękę do torby i wyjął cudną biało-różową sukienkę.
Vi: Alexy… Ona jest wspaniała! Naprawdę nie wiem jak ci dziękować!- Rzuciłam mu się na szyję.
Alx: Idź do łazienki i natychmiast ją załóż!
Vi: Ok, ale najpierw chce zobaczyć co masz dla Tobiasa.
Alx: Oh, jasne.- Sięgnął znów do torby i wyjął czarną koszulę. Trudno mi jest ją opisać, miała po prostu coś w sobie. Tobias uśmiechnął się pięknie.
To: Dzięki! To naprawdę extra koszula! Założyć?
Alx: Jeszcze się pytasz?!
To: Ha ha! Skoro nalegasz…- Poszliśmy w stronę toalet. Po 5 minutach przeglądałam się w lustrze w nowej sukience, była naprawdę cudna i pasowała na mnie idealnie. Znów przypomniały mi się słowa Lysandra. Muszę w końcu dowiedzieć się o co chodzi! Wyszłam z łazienki, kierując się w stronę rozmawiających Alexego i Tobiasa.
Vi: I jak?- Zrobiłam delikatnie piruet.
Alx/To: Genialnie!- Uśmiechali się jednakowo.
Vi: Więc skoro mamy to za sobą… Co się stało dzisiaj w ogrodzie?

Ta część kosztowała mnie wiele nerwów… Najpierw jakieś pięć dni przepisywałam to na komputer i nie skończyłam. Zgubiłam kartkę na której pisałam (a raczej zapomniałam gdzie schowałam xd), po kolejnych dwóch dniach szukania znalazłam ją w którymś z podręczników. Skończyłam przepisywać i nie czuję się zbyt dumna z tej części. A co wy o niej myślicie? J
Nigdy więcej nie piszę opowiadania na żadnej kartce, nigdy.

Oczami Violetty cz.6

Vi: Tak, Alexy, to wszystko przez niego. Proszę poznaj mojego przyjaciela z gimnazjum, Tobiasa.
Alx: Siemanko! Więc witamy cię w naszej szkole.– Podali sobie rękę.- Ja również jestem tutaj od niedawna.
Vi: W sumie to od wczoraj.
Alx: Serio?! Tylko tyle minęło? A czuję się jakbym był tu od zawsze!
To: Poznałeś już wszystkich?
Alx: Ta szkoła ma wiele zakamarków, nigdy nic nie wiadomo.- Uśmiechnął się szeroko.
To: Viola, to może mogłabyś nas oprowadzić?
Alx: Tak, to świetny pomysł!
Vi: Jeśli bardzo chcecie…
Alx/To: Bardzo chcemy!
Vi: No skoro tak… To zapraszam na wycieczkę po szkole Słodki Amors!- Chłopcy zaczęli się śmiać, a ja zaraz do nich dołączyłam. Alexy szedł po mojej prawej, a Tobias po lewej. Dużo żartowali, naprawdę dobrze się dogadywali. Po kolei pokazywałam im różne pomieszczenia i pokrótce je opisywałam. Kiedy przechodziliśmy przez korytarz główny, Kastiel podszedł do nas.
Kas: Pytałaś?
Vi: Tak, przyjdzie dziś po południu.- Uśmiechnął się nieznacznie.
Kas: Ok. Dzięki.- Odszedł szybkim krokiem w swoją stronę.
Alx: O co chodziło?
Vi: O jego psa.- Więcej nie chciałam mówić, a i oni nie dopytywali. W Sali gimnastycznej nadzialiśmy się na Lysandra. Zapisywał coś w notatniku i pewnie by nas nie zauważył, gdyby nie Alexy…
Alx: Hej! Lysander!- Krzyczał, machając ręki, żeby zwrócić na sobie jego uwagę.- Mamy następnego nowego! Może byś się tak przywitał?- Lysander dopiero teraz spojrzał na nas z beznamiętną miną.
Lys: Wiem. Widziałem.- Chciał szybko nas opuścić, jednak jego maniery, zabraniały mu. Podszedł do Tobiasa z wyraźną niechęcią i uścisnął mu dłoń.- Lysander.
To: Tobias. Miło mi poznać.
Lys: Cała przyjemność po twojej stronie.- Rzucił mi szybkie spojrzenie.- Wybaczcie, ale mam pomysł na nową piosenkę i chcę ją zapisać, zanim zapomnę.- Szybko wyszedł z sali kierując się do szkoły. Spojrzałam na miejsce gdzie siedział. No tak, ten zapominalski Lysander zapomniał notatnika!
Vi: Chłopaki, idźcie do ogrodu, zaraz do was dołączę jak tylko oddam Lysandrowi zeszyt.
Alx: Tak jest pani kapitan!- Zasalutował z wielkim uśmiechem i ramię w ramię z Tobiasem ruszyli na drugi koniec dziedzińca. Podniosłam notatnik Lysia. Wiem, że nie powinnam, jednak otworzyłam go na ostatnim wpisie i zaczęłam czytać:
„I nie obchodzi ją świat między nami,
Świat, który łączył marzenia i plany.
Byłem głupi, nie mam nastroju,
Bo dziś siedzę sam w tym pustym pokoju.
Mam tego dość, problemy też w szkole,
Telefon, króliki i buty, wychodzę.
To trudne, to smutne, proszę nie teraz,
Zrób jeden krok, podejmij decyzję,
 I przestań w końcu, proszę, wybierać.
Ja dobrze wiem jak jest, i wiem, że ty też wiesz
Dlatego przestań grać i powiedź w końcu
???: Czego chcesz*- Odwróciłam się gwałtownie, za mną stał Lysander.- Nie ładnie tak czytać coś, co nie należy do ciebie.
Vi: Prze… Przeprasza… Ja… Ja tylko… Nie chciałam…
Lys: Przestań.- Unikał mojego wzroku.- A gdzie twoi koledzy?
Vi: Poszli do ogrodu. A ja chciałam oddać ci twój notatnik.
Lys: Widziałem ich…- Zabrał swój zeszyt z moich rąk.- Więc teraz możesz już do nich wracać.- W końcu na mnie spojrzał, poczułam jakby coś we mnie pękło. Coś, co mnie ciągle powstrzymywało przed byciem sobą. Bariera, zwana przez ludzkość, nieśmiałością. Czułam, że to moja chwila, nie myślałam, tylko wstałam i podeszłam do Lysia wtulając się w jego tors. Poczułam jak mnie obejmuje, chciałam żeby to trwało wieczność.
???: Violka! Violka, gdzie jesteś?!- Ktoś krzyczał na dziedzińcu. Przez okno spojrzałam w tamtą stronę i spostrzegłam Alexego, Tobiasa i Armina, który trzymał coś w ręce. Rozglądali się wkoło, pewnie zaraz przyjdzie im na myśl zajrzeć tutaj. Lysander też ich zauważył i bez słowa odsunął się na krok.
Lys: Czas na ciebie.
Vi: Najwidoczniej… Chcę… To znaczy się… To tylko kumple… Więc…- Paplałam, nie wiedząc nawet, co chce powiedzieć.
Lys: Niedługo nie będziesz musiała zastanawiać się nad odpowiedzią.
Vi: Co? Dlaczego? Jaką odpowiedzią?- Miałam mętlik w głowie. O czym on mówił?
Lys: Widziałem ich w ogrodzie… Zresztą sami powinni ci powiedzieć.
Vi: Ale co powiedzieć?- Co on miał na myśli?!
Alx: Violka! Tutaj jesteś!

*fragmenty utworu „Czego Chcesz”, autor: B.R.O.

Oczami Violetty cz.5

W moich drzwiach stał Kastiel, a na mój widok, wykonał coś jakby półuśmiech.
Kas: Hej Violka. Możemy pomówić na osobności?- Przy czym znacząco spojrzał na moją mamę.
Vi: Mamo, możesz? To zajmie najwyżej 5 minut…
Ma: Ale nie dłużej!- Po czym jak gdyby nigdy nic poszła do salonu.
Kas: Już myślałem, że poszłaś spać, o „tak późnej porze”- Zaśmiał się, zaraz jednak spoważniał.- Ale nie przyszedłem tu po to żeby się z ciebie pośmiać.
Vi: Więc, o co chodzi?
Kas: Z tego, co wiem, znasz się na zwierzętach prawda?
Vi: T… Tak… Ale co się stało?
Kas: Chodzi o Demona… mojego psa. Dzieje się z nim coś dziwnego, przestał jeść…- Widać było, że naprawdę się o niego martwił. Pewnie czułabym się tak samo gdyby mój zwierzak, którego nie mam, zachorował.
Vi: Przyprowadziłeś go ze sobą?
Kas: Nie… Był zbyt słaby.
Vi: Niestety, nie dam rady ci pomóc. Mój tata jest weterynarzem… Poproszę go, aby jutro do ciebie poszedł.
Kas: Dzięki Violka! Nawet nie wiesz, jak bardzo ci dziękuję.- Nigdy nie widziałam Kasa tak radosnego. Ale zaraz wrócił stary.- Tylko nie waż się zapomnieć!- Pogroził mi palcem, odwrócił się i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i oparłam się o nie. To zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Poszłam szybko do taty i porozmawiałam z nim na temat psa Kastiela, zgodził się zajrzeć do niego po pracy. Wróciłam szybko do pokoju, położyłam się i od razu zasnęłam.
Obudziłam się rano i postanowiłam ubrać się w niebieską koszulkę, czarne szorty, niebieskie tenisówki i naszyjnik z delfinem, który dostałam od Tobiasa. Spojrzałam na zegarek, była już 7:40! Dojście do szkoły zajmuje mi jakieś 15 minut czasem więcej. Wzięłam Tosta w rękę i ruszyłam do szkoły. Zajrzałam jeszcze szybko do klubu ogrodników, zostawić moją teczkę z rysunkami, gdy nagle kogoś usłyszałam.
???: Czyli to tu ciągle przesiadujesz?- Odwróciłam się, a przede mną stał Tobias, uśmiechając się promiennie- Ten gospodarz… Nazywał się chyba Nataniel… powiedział mi, że będę mógł cię tu znaleźć… i miał rację.
Vi: Tak… często tu jestem… Może lepiej chodźmy już do szkoły?
To: Masz rację, głupio by było spóźnić się na pierwszą lekcję.- Zaczął robić głupie miny, strasznie mnie rozśmieszając. Znów czułam się szczęśliwa jak dawniej. Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy i ruszyliśmy do Sali A, gdzie byli już prawie wszyscy. Brakowało Alexy’a, Armina i Lysandra. Usiadłam oczywiście z Tobiasem.
To: Nie wierze! Nadal masz ten naszyjnik?
Vi: Oczywiście. To przecież świetny naszyjnik, a ty masz swój?
To: Głupio mi było nosić go na szyi…- Złapał się za nogawkę i podciągnął ją.- Więc noszą ją tutaj!
Uśmiechnęłam się lekko, dobrze znów mieć przyjaciela. Po chwili do klasy wszedł Lysander i zobaczywszy mnie z Tobiasem, przystanął ze zdziwienia. Panował się jednak szybko i usiadł koło Klementyny. Alexy z Arminem wkroczyli tuż przed nauczycielem, więc wymieniliśmy się tylko uśmiechami. Lekcja minęła dość szybko i spokojnie. Na przerwie Tobias został otoczony przez chyba wszystkich, a dziewczyny wpatrywały się w niego jak w obrazek. Oczywiście nie obyło się bez uwag dziewczyn o moim stroju.
Roz: Violka, wyglądasz super… A tak a propos Lysio nadał się do pomocy?
Vi: Tak… Nadał się, ale jak sądzę z tobą poszłoby mi szybciej…
Roz: Przepraszam, ale Leo zabrał mnie do restauracji, jak miałam mu odmówić?!
Su: Violka! Wyglądasz jakbyś wylała na swoje ubrania tęczę!*
Vi: E… Dzięki… Chyba…
Su: A przedstawisz mi swojego pięknego kolegę?
Vi: Okej… Su to Tobias, Tobias to Su.
To: Miło mi.
Alx: Więc to przez niego się wczoraj spóźniłaś, coo?


*Wiem, że to zdanie trochę bez sensu i może nie śmieszne, ale wczoraj, jak o tym pomyślałam to po prostu postanowiłam, że muszę je dodać xd

Oczami Violetty cz.4

Vi: Prze... Przepraszam. Nie zauważyłam Cię.
???: Nieważne... Chwila, Viola to ty?!- Podniosłam wzrok. Przede mną stał wysoki chłopak o zielonych włosach i czarnych oczach.
Vi: Tobias?! Niewierze! Co ty tutaj robisz?
To: Mój tata dostał tutaj tymczasową pracę, więc będę tu przez jakiś miesiąc.
Vi: Naprawdę się cieszę, że Cię widzę. Wcale się nie zmieniłeś.
To: Ty też nie Viola. Nawet ciuchy masz te same.- Wyglądał na zadowolonego.
Vi: Co? Nie... Zazwyczaj ubieram się inaczej, ale kolega mnie poprosił...
To: Kolega? To, dlatego tak szybko biegłaś?
Vi: Cóż... Tak.- Jakby spochmurniał po tych słowach.
To: W takim razie, spotkamy się później. Mieszkam tuż przy Liceum Słodki Amoris.
Vi: Ja tam się uczę!
To: Naprawdę? Ja też mam tam chodzić!
Vi: To zobaczymy się w szkole. Teraz naprawdę jestem spóźniona!
To: Narazie!- Podszedł do mnie, przytulił, uśmiechnął się po raz ostatni i poszedł w swoją stronę. Tobias był moim przyjacielem w gimnazjum. Straciłam z nim kontakt zaraz po końcu szkoły, bo od tamtego czasu ciągle się przeprowadzał z powodu pracy ojca. W poprzedniej szkole byłam inna, często się śmiałam i ubierałam się kolorowo. Zazwyczaj byłam w centrum uwagi, a u mego boku był Tobias. Czemu się aż tak zmieniłam? Chyba, dlatego że go wtedy straciłam, a bez niego nie umiałam być taka radosna. Moim najlepszymi przyjaciółmi stały się wówczas kartki i ołówki. Na swoich rysunkach uwieczniałam swoje uczucia.
Tak rozmyślając doszłam w końcu do centrum handlowego.
Alx: Hej Violka! Długo kazałaś na siebie czekać.- Mimo wszystko uśmiechał się na mój widok. On chyba nigdy się nie gniewa...
Vi: Wybacz, spotkałam dawnego znajomego i trochę mi się przeciągnęło...
Alx: Nie szkodzi, ale już sądziłem, że nie przyjdziesz.- Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę najbliższego sklepu.- Armina nie udało mi się wyciągnąć z domu, więc naprawdę się cieszę, że przyszłaś. No dobra to zacznijmy od tego sklepu...- Przystanął odsunął się na krok i przyjrzał mi się badawczym wzrokiem od stóp do głów.- Wyglądasz super! Naprawdę! Czemu nie ubierasz się tak, na co dzień?
Vi: Teraz mam inny styl.- Odpowiedziałam cicho. Zaczęliśmy odwiedzać wszystkie sklepy po kolei. Po jakiś dwóch godzinach większość z nich była już zaliczona. Alexy kupił mi kilka sukienek, na szczęście w kolorach mi odpowiadających.
Alx: Masz ochotę coś zjeść? Znam fajną knajpkę, to jakieś 5 minut stąd.
Vi: Jasne, chodźmy.- Zaprowadził mnie do restauracji, gdzie dużo rozmawialiśmy, od dawna nie czułam się tak świetnie. Śmiałam się jak chyba nigdy dotąd. No nie licząc chwil spędzonych z Tobiasem. Rozeszliśmy się o 20, kiedy musiałam wracać do domu. Od razu weszłam do pokoju i położyłam się na łóżko. To było dla mnie za dużo jak na jeden dzień. Zaczęłam wspominać nasze wspólne dni z Tobiasem. Kiedy tak rozmyślałam usłyszałam głos mojej mamy.

Ma: Przykro mi, ale jest już za późno na wizyty. Do Violetty możesz przyjść jutro.- Co ona do jasnej Anielki robi?! Wybiegłam z pokoju i po raz kolejny tego dnia mnie zamurowało.